Rozmowa Magdaleny Czaji i Ewy Turek. Odcinek 97, jesień 2024.
Powstał z listów słuchaczy i z książki Beaty Chomątowskiej „Miasto
dzieci świata”.
Dziecko oddane na miesiące do sanatorium, szpitala albo do dziadków
przeżywa zerwanie więzi – i nosi je dalej, także wtedy, gdy świadomie
nic z tamtego czasu nie pamięta. Ten odcinek tłumaczy, dlaczego pamięta
o tym ciało, jak takie doświadczenie kształtuje styl przywiązania i co
można z tym zrobić dzisiaj, w dorosłym życiu.
„Ta smutna dziewczynka to ja. Mam dwa i pół roku, jest grudzień przed
świętami Bożego Narodzenia, a ja jeszcze nie wiem, że w tym miejscu w
sanatorium w Rabce spędzę sama, bez rodziców kolejne sześć miesięcy.
Przez całe lata zupełnie nie rozumiałam, dlaczego, gdy tylko zobaczę to
zdjęcie, zaczynam histerycznie płakać.”
- Magdalena Czaja
Wolisz posłuchać? Odcinek jest też na
Spotify
i w
Apple
Podcasts.
Najważniejsze z rozmowy
- Rozłąka z rodzicem we wczesnym dzieciństwie wpływa na zaufanie do
siebie i do świata, na poczucie wartości oraz na to, jakie budujemy
związki. - Nie trzeba tego pamiętać, żeby to działało. Przez pierwsze
osiemnaście miesięcy życia hipokamp nie jest jeszcze wykształcony, więc
zapisujemy wszystko, ale nie umiemy tego później odtworzyć ani
zrozumieć. - Ciało pamięta. Nieproporcjonalnie silna reakcja na scenę w filmie
albo na zdjęcie bywa pierwszym sygnałem. - Otoczenie niestabilne i niekonsekwentne sprzyja powstaniu stylu
lękowego, a brak reakcji na potrzeby dziecka – stylu unikowego. - Nie każde takie doświadczenie było traumą. Część osób wyniosła z
niego siłę, docenienie i sukcesy, których nie miała w domu. - Rodzice w większości działali w dobrej wierze i sami nieśli z tego
ból. Współczucie należy się obu stronom.
Dla kogo jest ten odcinek
Prowadzące mówią o tym wprost na początku: dla osób, które jako
dzieci trafiły do sanatorium, prewentorium albo szpitala bez rodziców, a
także do żłobka czy do dziadków, jeśli było to dla nich trudne. Ale też
dla ich rodziców, partnerów i rodzeństwa – bo skutki tamtego czasu widać
dziś głównie w relacjach.
„Ten odcinek koniecznie powinny zobaczyć dzieci oddawane do
sanatoriów, prewentoriów, szpitali, ale także jeśli to było trudnym
doświadczeniem na przykład do żłobków albo do dziadków. Powinni także
zobaczyć ten odcinek rodzice tych dzieci i ich partnerzy.”
- Magdalena Czaja
Jest jeszcze trzecia grupa. Jeśli czytasz to i nic takiego cię nie
spotkało, a mimo to coś w tobie drgnęło – to też jest informacja.
„Jeżeli ktoś z was nigdy nie doświadczył szpitala, sanatorium, nie
był oddawany do dziadków, a poruszy was ta historia, no to może
oznaczać, że poruszyła się ta część was, która kiedyś też doświadczyła
jakiegoś rodzaju opuszczenia czy zerwania więzi.”
- Magdalena Czaja
Dlaczego ciało pamięta,
choć głowa nie
To pytanie wraca w tym odcinku najczęściej: skoro niczego nie
pamiętam, to skąd te reakcje?
„Przez pierwsze osiemnaście miesięcy naszego życia nasz mózg jest
niewykształcony jeszcze wystarczająco, ale jest chłonny jak gąbka i
wszystko rejestruje. Nie ma wykształconego jeszcze hipokampu, który
odpowiada właśnie za to, że my potrafimy umiejscowić rzeczy w
czasoprzestrzeni. My przez te pierwsze miesiące zapisujemy wszystko, ale
nie mamy możliwości odtworzyć to później i zrozumieć, co tu się naprawdę
wydarzyło.”
- Magdalena Czaja
Stąd rada, która pada w rozmowie kilka razy: idź za ciałem, nie za
wspomnieniem.
„Nawet jeżeli świadomie tego nie pamiętacie, to wasze ciało pamięta.
Pamięć ciała objawia się w życiu dorosłym w tak różnych momentach, może
być właśnie tą lampką, taki dzwonek, który dzwoni: halo, zajmij się
tym.”
- Ewa Turek
Magdalena Czaja podaje własny przykład, który jest w tym odcinku
najmocniejszy: wyszła z kina, zanim film się zaczął.
„Jest pierwsza scena w kinie, że dziecko stoi przy oknie i widzi inne
dzieci wsiadające do autokaru i widzi, jak te dzieci odjeżdżają. I ja
wpadłam w taki płacz. Jeszcze się film nie zaczął, nie było wiadomo, o
co chodzi. Musiałam wyjść z kina. […] Potem się okazało, że faktycznie
po trzech miesiącach dzieci wyjeżdżały, a ja zostawałam i widziałam, jak
te dzieci odjeżdżają.”
- Magdalena Czaja
Jak rozłąka kształtuje
styl przywiązania
W rozmowie pada prosta zależność, którą warto zapamiętać, bo tłumaczy
późniejsze wybory w związkach.
| Co dostawało dziecko | Jaki styl się kształtuje | Jak to wygląda w dorosłym życiu |
|---|---|---|
| Bliskość, dostępność, bezpieczeństwo – stale | bezpieczny | „Świat jest bezpieczny, ktoś mi pomoże, mogę na siebie liczyć” |
| Raz tak, raz nie – otoczenie nieprzewidywalne | lękowy | Ciągła potrzeba zapewnienia: czy jesteś dla mnie, czy przyjdziesz |
| Brak odpowiedzi na potrzeby | unikowy | „Nie potrzebuję nikogo, sam sobie poradzę” |
I zastrzeżenie, które w tym odcinku jest ważne:
„Krzywdzące dla unikowych byłoby powiedzenie, że oni nie potrzebują
bliskości. Nie ma człowieka, który nie potrzebuje bliskości. […] Tyle
tylko, że tak bardzo się boją, że zaraz potem zostaną zranieni, że wolą
tego w ogóle już nie dostawać.”
- Magdalena Czaja
Każdemu ze stylów poświęcony jest osobny odcinek:
styl
lękowy,
styl
unikowy,
styl
bezpieczny oraz
styl
zdezorganizowany. O tym, dlaczego lękowy i unikowy przyciągają się
najmocniej, mówi
odcinek
41, a osobny tekst opisuje
pułapki
relacji lękowo-unikowej. Swój styl można sprawdzić w
bezpłatnym
teście.
Historie, które przysłali
słuchacze
Odcinek powstał z listów. Prowadzące czytają kilka z nich i to one
niosą ciężar rozmowy.
„Zawsze dziwiłam się, czemu nie pamiętam swojego dzieciństwa. […]
Nagle zobaczyłam małą Jolę skuloną na wielkim łóżku w pustym pokoju.
Obok stało puste łóżko. Byłam tam sama. […] Miałam cztery lata. Dzisiaj
w dorosłym życiu kompletnie nie potrafię sobie poradzić, gdy muszę sama
być w pokoju hotelowym i gdy tylko zamykają się za mną drzwi, ogarnia
mnie lęk.”
- list słuchaczki, czytany w odcinku
„Byłam trzy miesiące sama w sanatorium w Paczkowie. Miałam sześć lat.
W domu akurat niedawno urodziła się siostra. Całe życie jej
nienawidziłam. Całe życie tłukę ranę odrzucenia.”
- list słuchaczki, czytany w odcinku
A co z rodzicami?
To jest część, którą najłatwiej pominąć, a w rozmowie zajmuje sporo
miejsca. Prowadzące nie stawiają rodziców w roli sprawców.
„Nie ma wątpliwości, że większość z rodziców robiła to w dobrej
wierze. Moi rodzice mi powiedzieli: «Miałaś podejrzenie śmiertelnej
choroby. Ratowaliśmy ci życie». Co nie umniejsza temu, co ja wtedy
czułam. […] Ból rodziców, że musieli zostawiać swoje dzieci, był równie
wielki.”
- Magdalena Czaja
I wniosek, który z tego wyciąga:
„Myślę, że nam wszystkim należy się bardzo dużo współczucia i tym
dzieciom. My mamy sobie współczuć, że to nas spotkało, ale też rodzicom,
dla których wielokrotnie to była jedyna ścieżka, którą widzieli.”
- Magdalena Czaja
Pada też przykład, który pokazuje, jak wyglądała ówczesna „ochrona”
dziecka: rodzice Magdaleny wysyłali ją po rysunek, żeby móc odjechać,
gdy jej nie było. Wniosek, który z tego wyniosła jako dziecko, brzmiał:
ludzie znikają.
Ćwiczenie z odcinka:
kochające spojrzenie
Jedna z rzeczy, których te dzieci nie dostały, to kochające
spojrzenie dorosłego. W odcinku pada konkretne ćwiczenie, do zrobienia
samemu, najlepiej regularnie przed snem.
- Zamknij oczy i zobacz przed sobą osobę, która
patrzy na ciebie życzliwym, dobrym wzrokiem. Może być z twojego życia,
może być postacią z filmu. - Zatop się w tym spojrzeniu i przyjmij myśl, która
za nim stoi: jak dobrze, że cię widzę. - Sprawdź, co dzieje się w ciele. Rozluźniasz się czy
spinasz? Jeśli się spinasz, to jest właśnie miejsce do ćwiczenia.
Prowadzące proponują też wersję dla par: usiąść naprzeciwko siebie i
patrzeć sobie w oczy, bez oczekiwań i bez intencji. Uprzedzają, że będą
łzy.
„Ćwiczymy patrzenie w oczy, bo to ma dla nas nawet znaczenie
pierwotne i regulujące nasz układ nerwowy, tak samo jak
przytulenie.”
- Magdalena Czaja
Co jeszcze można zrobić
- Powiedz o tym bliskiej osobie. Wytłumaczenie
partnerowi, na czym polega twój styl przywiązania, jest jednym z
najskuteczniejszych kroków – obie prowadzące mówią o tym z własnego
doświadczenia. - Buduj relacje, zamiast się z nich wycofywać. W
odcinku pada zdanie Rumiego: „lekarstwo na ból jest w bólu”. Najwięcej
dowiadujemy się o sobie w relacjach z innymi. - Pracuj z dzieckiem wewnętrznym. Magdalena Czaja
opisuje swoją praktykę: po trzynastu krokach Radykalnego Wybaczania daje
rozmowę z tamtym dzieckiem jako zadanie domowe. Temu poświęcony jest
osobny odcinek:
Myślisz,
że jesteś dorosły? Sprawdź, co na to twoje wewnętrzne dziecko. - Sięgnij po narzędzie. Do pracy własnej służy
Arkusz
Radykalnego Wybaczania; trzynaście kroków wymaga drugiej osoby, więc
prowadzi je
certyfikowany
trener.
Nie każde takie
doświadczenie było traumą
Prowadzące mówią to wprost i czytają listy, które temu przeczą – bo
inaczej odcinek byłby nieuczciwy.
„Do siódmego roku życia byłam u babci i chyba to było lepsze, bo dom
był destrukcyjny.”
- list słuchaczki, czytany w odcinku
„Byłam w wieku dziesięciu lat w sanatorium na trzy miesiące bez
odwiedzin rodziców. […] Rozwinęłam tam skrzydła. Byłam doceniana przez
wychowawców, pielęgniarki i w szkole również same sukcesy. […] W domu i
w szkole rodzinnej było odwrotnie.”
- list słuchaczki, czytany w odcinku
Sama Magdalena Czaja mówi, że z sanatorium wyniosła umiejętność
radzenia sobie z cierpieniem – i od razu dodaje, jaka była tego cena:
była dzieckiem, o którym mówiono, że nigdy nie płacze.
Najczęstsze pytania
Czy można
pracować z czymś, czego się nie pamięta?
Tak i o tym jest cały ten odcinek. Punktem wyjścia nie musi być
wspomnienie, tylko reakcja ciała: scena w filmie, zdjęcie, sytuacja,
która wywołuje emocję nieproporcjonalną do tego, co się właśnie
dzieje.
Skąd
wiedzieć, że moje reakcje mają związek z tamtym czasem?
Sygnałem jest powtarzalność i nieproporcjonalność: ten sam rodzaj
sytuacji za każdym razem wywołuje silną reakcję, której nie umiesz sobie
wytłumaczyć. Prowadzące radzą iść za tym tropem, zamiast go
tłumaczyć.
Czy rodzice są w tej
historii winni?
Odcinek nie stawia takiej tezy. Mówi, że większość rodziców działała
w dobrej wierze, często nie mając wyboru, i że sami nieśli z tego ból.
Uznanie własnej rany nie wymaga obwiniania kogokolwiek.
Od czego zacząć?
Od ćwiczenia z kochającym spojrzeniem, bo można je zrobić dziś
wieczorem. Przy trudniejszych tematach – od rozmowy z certyfikowanym
trenerem, bo praca z wczesnym dzieciństwem nie jest materiałem do
samodzielnego przerabiania w pojedynkę.
Czy praca tą
metodą zastępuje pomoc specjalisty?
Nie. Metoda Tippinga to praktyka rozwoju osobistego, a nie
świadczenie zdrowotne, i ten materiał nie zastępuje pomocy
lekarza ani psychoterapeuty. Odcinek dotyka doświadczeń z
wczesnego dzieciństwa, które bywają traumatyczne, a praca z traumą
należy do specjalisty. Jeśli przygnębienie utrzymuje się tygodniami,
odbiera sen i apetyt albo pojawiają się myśli o odebraniu sobie życia,
całodobowo pomaga 800 702 222, a kryzysowy telefon dla
dorosłych to 116 123.
Pełna transkrypcja odcinka
Magdalena Czaja: Ta smutna dziewczynka to ja. Mam dwa i pół roku, jest grudzień przed świętami Bożego Narodzenia, a ja jeszcze nie wiem, że w tym miejscu w sanatorium w Rabce spędzę sama, bez rodziców kolejne sześć miesięcy. Potem byłam tam jeszcze dwa razy. Przez całe lata zupełnie nie rozumiałam, dlaczego, gdy tylko zobaczę to zdjęcie, zaczynam histerycznie płakać.
Magdalena Czaja: Dzisiaj wiem, że takich dzieci jak ja, oddawanych bez rodziców do sanatoriów, szpitali, prewentoriów były tysiące. Dzisiaj wszyscy wiemy, że doświadczenie bycia oderwanym od rodzica we wczesnym dzieciństwie może wpływać i wpływa na całe życie. Na poczucie zaufania do siebie, do świata. Na to, jak czujemy swoją wartość.
Jakie tworzymy związki, jak kochamy i jak jesteśmy kochani. Ale chociaż nie możemy zmienić przeszłości, możemy zmienić to, jak ją odczuwamy teraz w życiu dorosłym. No, ja jestem tego przykładem. Ten odcinek koniecznie powinny zobaczyć dzieci oddawane do sanatoriów, prewentoriów, szpitali, ale także jeśli to było trudnym doświadczeniem na przykład do żłobków albo do dziadków.
Powinni także zobaczyć ten odcinek rodzice tych dzieci i ich partnerzy. Bardzo ważny odcinek. Zapraszam.Dzień dobry. Ja się nazywam Magdalena Czaja i prowadzę jedyny w Polsce Instytut Metody Typinga. Metody inaczej zwanej radykalnym wybaczaniem. Ze mną w studio jest Ewa Turek, jak zawsze. Ewa jest jedną z najdłużej praktykujących trenerek radykalnego wybaczania w Polsce, ale również jak sama o sobie mówi, pomaga innym błyszczeć na-na scenie i między innymi organizuje w Polsce bardzo piękne, inspirujące wydarzenie TEDx Warsaw Women.
Ewa Turek: Tak,
Magdalena Czaja: które w
Ewa Turek: tym roku odbędzie się dwudziestego drugiego listopada. Także zapraszam. Słuchajcie, dzisiaj mamy jak zawsze kolejny ważny temat, a powstał on pod wpływem waszych historii, które docierają do instytutu. Historii dzieci skrzywdzonych, ponieważ pozostawionych w różnych miejscach, poza tym bezpiecznym domem, rodzicami, mamą, tatą.
Ewa Turek: I tu mamy na myśli sanatoria, szpitale, oddawanie do dziadków, czyli wszędzie tam, gdzie dziecko trafiało na krótszy albo dłuższy czas bez opiekunów, bez rodziców. I teraz słuchajcie te dramaty, które się działy w na poziomie tego dziecka, nosimy później już w życiu dorosłym I pojawia się to temat bardzo często na sesjach, które prowadzimy.
I pojawia się też takie niezrozumienie rodziców, osób dorosłych, które jakby myślą: "No ale tak trzeba było. Trzeba było ratować twoje życie" albo "Rodzice musieli pracować". I to niezrozumienie pojawia się i cały czas woła o uwagę i o uleczenie. Więc tym tematem się dzisiaj zajmujemy.
Magdalena Czaja: Tak, dodajmy tutaj też osoby, które były w przedszkolach i to było traumatyczne doświadczenie, w żłobkach, a nawet miałam takie historie.
Magdalena Czaja: Wysłanie na kolonie było dla dziecka czymś bardzo, bardzo trudnym. I dzisiaj prosimy was pozwólcie sobie połączyć się z tą częścią was, która tego doświadczyła i wyślijcie ten odcinek komuś, o kim wiecie, że czegoś takiego doświadczył. To może być wasze rodzeństwo, wasz partner. Pisaliście do nas, że na przykład mąż był takim dzieckiem.
Udostępnijcie tym ludziom ten odcinek, ponieważ będziemy mówić nie tylko o tym, co to spowodowało, ale także o tym, co z tym zrobić. I to jest bardzo ważne i dla tych ludzi, ale też dla ich partnerów i dla ich rodziców. Ten temat ostatnio wywołała książka Beaty Chamontowskiej "Miasto dzieci świata". Ja oczywiście, no ten odcinek też jest dla mnie, ponieważ ja też jestem takim dzieckiem, o czym tutaj zresztą też opowiem wam w paru słowach, jak to było dla mnie.
Natychmiast tą książkę kupiłam. Ona w większości jest o, o miejscu, o Rabce, ale jest tutaj cała część poświęcona właśnie tym dzieciom. Zresztą Beata Chamontowska mówi, że ona jako dziecko mieszkające w Rabce, obserwujące te dzieci wychodzące na spacery z sanatoriów, miała też swój własny, jakieś tam przemyślenia i ją to też poruszało.
Także ważny odcinek dla tych z nas, którzy doświadczyli zerwanych więzi we wczesnym dzieciństwie. Uwaga! Nie wszyscy tego doświadczali w tak trudny sposób. Dla niektórych i też będziemy mieć takie przykłady to były bardzo budujące i uczące doświadczenia, ale jednak w wieku wczesnodziecięcym zerwanie więzi z rodzicami, nieobecność rodziców jest generalnie traumą.
I teraz chcemy
Ewa Turek: tutaj zasygnalizować, że te doświadczenia, trudne doświadczenia, często traumatyczne dla tego trzyletniego dziecka, czteroletniego, pięcioletniego, to ta trauma cały czas jest noszona. I to, co sygnalizowałam wcześniej, czasami jest takie niezrozumienie. No ale o co ci chodzi? Przecież ratowaliśmy życie.
Ewa Turek: Przecież musiałaś przejść tą operację. Musieliśmy przecież dać cię do żłobka czy do przedszkola, bo Wszyscy rodzice pracują i to jest, to jest prawda. Natomiast tu chodzi o to, żeby uszanować tę, tą ranę, ten ból. Zająć się tym niezależnie, czy to jest twoja rana, czy twojego partnera, partnerki i poszerzyć tą wiadomość, informację, świadomość i wiedzę na ten temat.
I to, co zawsze tutaj włączamy, czyli co z tym dzisiaj można zrobić, żeby uleczyć ranę? Tak jak często mówimy zabrudzoną ranę trzeba oczyścić, żeby szybciej się zagoiła.
Magdalena Czaja: A czyszczenie, jak pamiętacie potłuczone kolana po rowerze i tak dalej boli. Także trzeba się przygotować na to, że to może być na jakimś etapie proces bolesny, ale warto.
Magdalena Czaja: Więc tak, my chcemy uznać te rzeczy. My chcemy pomóc wam zrozumieć, dlaczego dzisiaj jesteście tacy, jak jesteście. Dlaczego budujecie takie relacje z innymi? Dlaczego macie takie poczucie wartości? Dlaczego na przykład nie sięgacie po więcej w swoim życiu? Ale także chcemy pokazać wam światełko w tunelu. I tu jeszcze dodam
Ewa Turek: ważną rzecz, że nawet jeżeli świadomie tego nie pamiętacie, to wasze ciało pamięta.
Ewa Turek: Pamięć ciała, które objawia się w życiu dorosłym w tak różnych momentach, może być właśnie tą lampką, która wie-wiecie, taki dzwonek, który dzwoni. Halo, zajmij się tym, bo reagujesz na przykład na jakieś sceny w filmie, bo reagujesz na jakiś opis historii i nawet jeżeli nie ma pierwszej myśli, że to jest moja historia, to twoje ciało i reakcje emocjonalne.
Idźmy za tym. Idźcie za tym, ponieważ tam znajduje się ten skarb, który jest właśnie do odkrycia.
Magdalena Czaja: No i tutaj Ewa od razu zaczęłaś mój temat, ponieważ ja słuchajcie, w Rabce byłam parę razy, począwszy od tam dwa i dwa i pół roku miałam pierwszy raz, kiedy byłam sześć miesięcy. To były lata siedemdziesiąte.
Magdalena Czaja: Wtedy rodzicom w osiemdziesiątych latach dalej nie można było przebywać z dziećmi w szpitalach. Można było odwiedzać je raz na parę, raz w miesiącu na przykład. Zresztą dojazd wtedy sam był bardzo trudny, ale ja zupełnie nie miałam kontaktu z tym doświadczeniem. Natomiast odzywało się moje ciało.
Najpierw jak oglądałam zdjęcia z Rabki i to jest to, o czym mówiłam wcześniej. Ale nie zapomnę takiej historii, kiedy miałam, no już poszłam do kina sama. No to byłam jakąś tam nastolatką. I jest pierwsza scena w kinie, że dziecko stoi przy oknie i widzi inne dzieci wsiadające do autokaru i widzi, jak te dzieci odjeżdżają.I ja. To była pierwsza scena w ogóle. I ja wpadłam w taki płacz. Jeszcze się film nie zaczął, nie było wiadomo, o co chodzi. Musiałam wyjść z kina. Nie byłam w stanie oglądać tego filmu dalej. To już był dla mnie sygnał z ciała, że to jest znana mi scena. Potem się okazało, że faktycznie po trzech miesiącach dzieci wyjeżdżały, a ja zostawałam i widziałam, jak te dzieci odjeżdżają.
I to, co powiedziałaś Ewa, żeby pójść za ciałem. Jeżeli coś was, jak to mówimy, odpala, to sprawdźcie, dlaczego na przykład pewne sceny was poruszają. Dlaczego zdjęcia jakieś, które oglądacie, nie wiem, rodzinne powodują, że coś się z wami dzieje. Dla mnie to był pierwszy dzwoneczek, że coś jest, z czym ja nie mam kontaktu, a co dla mnie było bardzo trudne.
No najwyraźniej. I teraz dlaczego tak jest, że my te wczesnodziecięce doświadczenia potrafimy tylko jakby w ciele zachować? Dlatego, że przez pierwsze miesiące, przez pierwsze osiemnaście miesięcy naszego życia nasz mózg jest niewykształcony jeszcze wystarczająco, ale jest chłonny jak gąbka i wszystko, wszystko rejestruje.
Nie ma wykształconego jeszcze hipokampu, który odpowiada właśnie za to, że my potrafimy na przykład umiejscowić rzeczy w czasoprzestrzeni, że coś było wczoraj, to było, to będzie jutro. My przez te pierwsze miesiące zapisujemy wszystko, ale nie mamy możliwości odtworzyć to później i zrozumieć, co tu się naprawdę wydarzyło.
Zapisujemy wszystko w pamięci nieświadomej, ale to wszystko w nas jest i właśnie uruchamia się w takich sytuacjach, kiedy coś zobaczymy, coś usłyszymy, usłyszymy, zobaczymy film, książka. I za tym trzeba pójść. Bo ja w ten sposób dotarłam do tego, że ta Rabka, z której ja niewiele pamiętam, mimo że potem już byłam większa, miałam już parę lat, chyba nawet w zerówce tam byłam.
Co ciekawe, moja rodzina też średnio potrafi umiejscowić to w czasie. To jest dopiero ciekawe.
Ewa Turek: Wyparcie rodzinne.
Magdalena Czaja: Naprawdę. I to były pierwsze znaki dla mnie zajmij się tym. Tam coś jest i mówię to do osób, które chcą z tym pracować. To jest, to nie jest prosta piłka. To jest coś na najgłębszych powierzchniach naszej nieświadomości.
Magdalena Czaja: Ale kiedy ja zrozumiałam, jak to wpłynęło na moje życie dorosłe, no to powiedziałam no nie, ja się tym zajmuję. Po prostu kilo w dłoń i do tej kopalni. I między innymi odkrycie stylów przywiązania, o których zaraz tutaj powiemy, było wielką zmianą w moim życiu. Dlatego ja jestem dla was. Jeśli szukacie nadziei, to ja wam chcę powiedzieć można z tym pracować.
Tak.
Ewa Turek: To, co się dzieje w takiej sytuacji, kiedy dziecko jest małe i przestawione prze-przeniesione w zupełnie obce środowisko, następuje coś takiego jak zerwanie więzi. I to jest bardzo mocne doświadczenie. I tu łącząc to chociażby właśnie ze stylami przywiązania, które tworzą się w momencie, kiedy dziecko jest jeszcze małe i w zależności od tego, jaką ma sytuację, jeśli chodzi o bezpieczeństwo i opiekę, to później kształtują się różne właśnie style przywiązania.
Ewa Turek: Dla przypomnienia są takie bazowe, czyli styl bezpieczny, styl lękowy, styl unikowy i oczywiście pewne mieszanki tych stylów. Natomiast odsyłamy do naszych odcinków. Nagrałyśmy cztery odcinki, gdzie bardzo dokładnie wyjaśniamy, przedstawiamy, co dany styl oznacza i jak funkcjonować w zależności od tego, z jakim stylem my jesteśmy i kogo mamy za partnera czy partnerkę.
Więc bardzo serdecznie wam polecamy te style, bo to się później objawia właśnie w życiu dorosłym. Tak,
Magdalena Czaja: ja powiem tak: jeżeli tak jest, że nasz mózg od pierwszego dnia, nawet jest teoria, że już w brzuchu mamy rejestruje wszystko. Zresztą to miałoby dla mnie sens. To jeżeli dziecko dorasta w prospołecznej rodzinie, gdzie jest poczucie bliskości, dostępności, bezpieczeństwa, to takie dziecko w mózgu doświadcza czegoś takiego jak osłabiania tych struktur, które odpowiadają za czujność i defensywność, czyli obronę.A wzmacniają się struktury właśnie te prospołeczne. Czyli w późniejszym życiu takie dziecko wierzy i dorosły wierzy, że świat jest bezpieczny, ludzie są dobrzy, zawsze ktoś mi pomoże, mogę na siebie liczyć i tak dalej. A co się dzieje, kiedy dziecko dorasta w otoczeniu, które jest- Obce. Obce A nawet wrogie.
Magdalena Czaja: I tutaj słuchajcie, przeczytamy wam jeden z fragmentów. W ogóle bardzo, bardzo dziękujemy wszystkim, którzy nam przysłali swoje historie z sanatoriów. Dziękujemy za waszą otwartość, za waszą odwagę. Wybrałyśmy kilka, bo oczywiście cały odcinek można było nagrać o tych historiach. Od razu powiem to nie są miłe rzeczy, to są trudne rzeczy, ale jeżeli ktoś z was nigdy nie doświadczył szpitala, sanatorium, nie był oddawany do dziadków, a poruszy was ta historia, no to może oznaczać, że poruszyła się ta część was, która kiedyś też doświadczyła jakiegoś rodzaju opuszczenia czy zerwania więzi.
I przeczytam taką historię. "Zawsze dziwiłam się, czemu nie pamiętam swojego dzieciństwa. Co ze mną jest nie tak, że nie mam wspomnień. Jedyne, które mam, to te, które obudowałam na podstawie nielicznych zdjęć z tamtego czasu. Mam wrażenie, że do szóstego roku życia nie było mnie. Na kursie trenerskim, gdy mieliśmy ćwiczenie trzynaście kroków- Nie wiedziałam, jaka sytuacja z dzieciństwa powinna być wzięta na warsztat.
Wzięłam głęboki wdech i wydech i nagle zobaczyłam małą Jolę skuloną na wielkim łóżku w pustym pokoju. Obok stało puste łóżko. Byłam tam sama. Na to łóżko obok padało światło latarni. Patrzyłam tam i bardzo chciałam być w tamtym łóżku w świetle, a nie w tym cieniu, w którym kazano mi leżeć. Nie było nikogo w moim pokoju.
Strasznie się bałam i czułam się niechciana. Drzwi były uchylone, a po korytarzu chodziły siostry zakonne opiekujące się dziećmi w sanatorium i krzyczące na każde, które chciało iść do toalety czy po prostu ze strachu, z płaczem wyszło na zewnątrz swojego pokoju. Tak bardzo nie chciałam tam być, że zaciskałam powieki, by zasnąć i obudzić się, jak już będzie jasno.
Miałam cztery lata. Dzisiaj w dorosłym życiu kompletnie nie potrafię sobie poradzić, gdy muszę sama być w pokoju hotelowym i gdy tylko zamykają się za mną drzwi, ogarnia mnie lęk. Wtedy najczęściej biorę kąpiel i wskakuję do łóżka z tabletką nasenną, by jak najszybciej dotrwać do rana. Dopiero kurs certyfikowanego trenera radykalnego wybaczania uświadomił mi, że działałam tak całe swoje życie dorosłe, nie zastanawiając się nawet nad tym.
Teraz pytam znajomych, czy też tak mają. I jestem naprawdę mega zdziwiona, że nie. Że są ludzie, którzy lubią być sami w hotelach. To jest dla mnie niepojęte. Zobaczcie i zastanówcie się od razu, czy wy macie jakiegoś rodzaju zachowania, które mogą mówić o tym, że no doświadczyliście właśnie tak trudnych, traumatycznych doświadczeń w dzieciństwie.
Być może właśnie wtedy, kiedy rodziców nie było dookoła.
Ewa Turek: Bardzo poruszająca historia. Myślę, że wiele jest takich historii wokół nas. Ja też pamiętam klientkę, która no już jakiś czas temu pracowałyśmy. Przyszła właśnie z taką historią operacji, kiedy miała kilka lat. Operacji na kręgosłup. I pamiętam taki moment, w którym opowiadała, że była sama, nie widziała, gdzie jest, nie wiedziała, czy się obudzi.
Ewa Turek: Więc wiecie, to jest tak, tak pierwotny lęk. Lęk o przetrwanie, który właśnie zapisuje się w ciele. I oczywiście słuchajcie no system szpitalny czy senatoryjny ma pewne swoje wymagania. To tam nie wszystko można. Natomiast świadomość tego, że dziecko potrzebuje informacji, co się będzie działo. Teraz to wiemy.
I niezależnie, czy ono ma dwa lata, czy ma pięć, czy dziewięć. Naprawdę aż mam ciarki w tej chwili na ciele. Szacunek do istoty, jaką jest to małe dziecko i świadomość dorosłych może wiele Uleczyć. Znaczy uniknąć tak wielkiego bólu, tylko taką akcją, że rozmawia się z tym dzieckiem, informuje, czyli szanuje się jako istotę świadomą i czującą.
Dzisiaj to, to przeżywamy. Natomiast no właśnie, świat zakonnic czy pielęgniarek, które no wykonują swoją robotę, tak? Pracę, ale popatrzmy na to też oczami dziecka.
Magdalena Czaja: Wiele z dzieci wykształciło sobie w wyniku przebywania właśnie w miejscach we wczesnym dzieciństwie bez rodziców styl lękowy i styl unikowy.
Magdalena Czaja: Jak odsłuchacie sobie naszych odcinków, gdzie głęboko wchodzimy w te style, to jasne jest, że takie dzieci doświadczają później w życiu dorosłym bardzo znanych sobie uczuć, na przykład samotności, czy też na przykład poczucia oddzielenia. Ja pamiętam jako dorosła kobieta wielokrotnie, zanim zabrałam się porządnie za ten temat, odczuwałam samotność i to była samotność, że ja byłam, jestem bardzo taka prospołeczna, bym powiedziała.
Lubię ludzi, lubię przebywać z ludźmi, a miałam takie odczucia momentami, że ja jestem z ludźmi, a jestem sama, że jestem za szybą. I jest to jeden z efektów właśnie tego, czym jest zerwana więź. Brak zaufania do życia, brak zaufania do innych. Dzieci, które mają styl przywiązania bezpieczny wiedzą, że nawet jeśli się gdzieś wypuszczą w świat, to po pierwsze czeka na nich ta bezpieczna baza, a po drugie zawsze ktoś im pomoże.
Tego nie mają dzieci ze stylem lękowym i ze stylem unikowym. Konsekwencją jest też to, że wybieramy sobie takich, a nie innych partnerów. Czyli również nasze życie miłosne na tym cierpi, ponieważ styl lękowy bardzo się lubi ze stylem, lubi, ze stylem unikowym. No ale tak jak mówiłam, na całe szczęście można z tym pracować.
Mamy dla Was kolejny cytat.
Ewa Turek: Tak, ja jestem takim dzieckiem. Byłam trzy miesiące sama w sanatorium w Paczkowie. Miałam sześć lat. W domu akurat niedawno urodziła się siostra. Całe życie jej nienawidziłam. Całe życie tłukę ranę odrzucenia.
Magdalena Czaja: I kolejna. To było straszne przeżycie. Miałam sześć lat i najbardziej zapamiętałam rzeczy, które odbierałam z pralni, podpisane na wszytej tasiemce.
Magdalena Czaja: Skojarzenie? Oświęcim. Czułam się, jakbym była oddana do domu dziecka. A tak szczerze, to w domu jak byłam niegrzeczna, to mama straszyła mnie, że odda mnie do domu dziecka. No koszmar. Starałam się wybaczyć, bo nasi rodzice nie wiedzieli, co czynią. I teraz trochę o rodzicach. Nie ma wątpliwości, że większość z rodziców robiła to w dobrej wierze.
Moi rodzice mi powiedzieli: "Miałaś podejrzenie śmiertelnej choroby. Ratowaliśmy ci życie". Co nie umniejsza temu, co ja wtedy czułam. I ja pamiętam, ja starałam się o tym rozmawiać, ale ból rodziców, że musieli zostawiać swoje dzieci, był równie wielki. Ale nie pomagało dzieciom, kiedy słyszały już jako dorośli ludzie: "Ale co ty tam czułaś?
Ty byłaś małym dzieckiem". Wiecie, o czym to mówi? O braku świadomości. Nam się kiedyś wydawało, jeszcze w latach siedemdziesiątych, jak widać nawet jeszcze w osiemdziesiątych, że te małe dzieci to są trochę tak jak takie, nie wiem, zwierzątka, które tak nie do końca kumają, że to jest jak piesek i kotek, który co tam, no zmieni mu się dom, ktoś tam się nim zaopiekuje, przyzwyczai się.
Nie mieliśmy, słuchajcie pojęcia, jak bardzo to wpływa na psychikę dziecka i nawet dzieci, które nie potrafiły zrozumieć, co się dzieje wokół, a nie mówię, że nazwać, przeżywały to bardzo głęboko i żeby sobie z tym poradzić, to spychały to do podświadomości, do tej pamięci nieświadomej, żeby po prostu przeżyć.
I teraz mówię też tutaj o rodzicach, dlatego że wyobrażam sobie, że można mieć ogromne, ogromne poczucie winy jako rodzic, że tak się robiło. A ja myślę, że nam wszystkim należy się bardzo dużo współczucia i tym dzieciom. My mamy sobie współczuć, że to nas spotkało, ale też rodzicom, dla których wielokrotnie to była jedyna ścieżka, którą widzieli.
Co więcej, moi rodzice, moja mama do dzisiaj mi mówi: "Ty nawet nie wiesz, jakie masz szczęście, że się tam dostałaś". Nieświadomość rodziców też polegała na tym, że wymyślali sobie sposoby ochrony nas przed tym, co tam się dzieje na taki sposób, który dzisiaj jest też nie do pomyślenia. Moja historia. Moi rodzice, żeby odjechać, to wymyślili sobie taki sposób, że mówili: "Madziu, to przynieś nam swój rysunek".
Ja szłam po rysunek, wracałam, a ich nie było.
Ewa Turek: O matko.
Magdalena Czaja: Jakie ja mogłam z tego wynieść przekonania? No ludzie znikają W każdej chwili coś się może stać i ktoś może zniknąć. To przekonanie, z którym musiałam pracować, tak? Być może ja coś źle robię, a może ja w ogóle jestem zła? Zadajcie sobie pytanie, ile z was myślało, że trafiliście tam, bo was nikt nie kocha, bo się was nie da kochać?
Magdalena Czaja: Mnóstwo przekonań, kopalnia przekonań.
Ewa Turek: Kiedy szykowałyśmy ten odcinek, to tak sobie pomyślałam no ale ja nie mam takiej historii. To znaczy ja nigdy nie byłam w takiej sytuacji. Ale teraz, kiedy mówisz o rodzicach, przypomniała mi się moja historia. Jako młoda mama to był dziewięćdziesiąty czwarty rok.
Ewa Turek: Nagle moje dziecko miało sześć miesięcy, źle się poczuło. No więc szpital, diagnoza i tak dalej. Na szczęście obyło się bez operacji, ale musiała zostać na trzy dni na obserwację. I słuchajcie, to były te czasy, gdzie nie było normą, że rodzic zostaje z dzieckiem. Więc ja tam siedziałam cichutko. Dziecko zasnęło.
Siedziałam sobie cichutko na krzesełku obok łóżeczka. No i modliłam się, żebym nikt mnie nie zauważył z obsługi. No niestety, gdzieś tam w środku nocy ktoś zauważył. Powiedział: "Dziecko śpi, proszę jechać do domu". No więc następnego ranka jak najszybciej wracam do szpitala. No i ten obraz, który widzę zapłakanego dziecka.
Moja córka stoi i płacze i woła mama. Więc ja wpadam oczywiście z samego rana, ale ta zapłakana twarz dziecka. Słuchajcie, do dzisiaj to widzę. Nie wiem, czy, czy będzie coś przeżywać, czy będzie jakieś dramaty leczyć, ale patrzę to z perspektywy rodzica dzie-dziecka, że system nie pomagał. Dzisiaj częściej jest normą, że, że to jest prawo rodziców, tak?
Czy zostaje z dzieckiem, ale-
Magdalena Czaja: No teraz sobie nikt nie wyobraża Ewa zostawić małe dziecko, wiesz, samo. To w ogóle jakby nie jest już w ogóle- Inny system. No. To w ogóle już nawet nie wyobrażamy sobie. Myślimy sobie Boże, serce by mi pękło. I dlatego też mówię o tych rodzicach, że wielu z nim to serce pękało na długie miesiące.
Magdalena Czaja: Bo to wiesz, to nie było tydzień, dwa. Tam się siedziało w tych sanatoriach miesiącami. I teraz tak, żeby tylko tak szybciutko tym, którzy nie słuchali naszych odcinków o stylach przywiązania W wyniku tego, że mamy otoczenie nieprzewidywalne i niekonsekwentne, nie mamy stałego poczucia bezpieczeństwa, dostępności, bliskości.
Kształtuje się styl lękowy. No, jest to jakby trochę-
Ewa Turek: Przeczulony taki, przeczulona istota.
Magdalena Czaja: Czyli w wyniku tego, że otoczenie dziecka jest niestabilne i niekonsekwentne, czyli raz daje poczucie bliskości, bezpieczeństwa i dostępności, a raz nie. Kształtuje się styl lękowy. Bo ja cały czas jestem w lęku czy dostanę to, co potrzebuję, czy ktoś do mnie przyjdzie, czy nie przyjdzie.
Magdalena Czaja: Jeżeli środowisko tego nie zapewniało, czyli nie dawało tego poczucia bliskości, bezpieczeństwa i dostępności, kształtuje się styl unikowy. Ponieważ te dzieci straciły nadzieję, że ktoś je usłyszy i ktoś odpowie na ich potrzeby. I teraz co ciekawego się dzieje i to też jest konsekwencja tych zerwanych więzi i powstania tych dwóch stylów przywiązania.
Dzieci ze stylem lękowym są nastawione na świat zewnętrzny. Cały czas potrzebują tego zapewnienia. To po angielsku się ładnie nazywa are you there for me? Czyli cały czas potrzebują zapewnienia, że jesteś dla mnie i pojawisz się, jak cię będę potrzebować i tak dalej. Dzieci ze stylem unikowym kierują się do wewnątrz.
Nie potrzebuję was, nie potrzebuję świata. Ja sobie sama dam radę i tak dalej. I teraz krzywdzące dla unikowych byłoby powiedzenie, że oni nie potrzebują bliskości. Nie ma człowieka, który nie potrzebuje bliskości. Może tak to wyglądać, tak to możemy interpretować, ale unikowi tak samo jak lękowi potrzebują na głębokim poziomie bliskości.
Tyle tylko, że tak bardzo się boją, że zaraz potem zostaną zranieni, że wolą tego w ogóle już nie dostawać.
Ewa Turek: Czyli stawia mury, które są na stałe, ale za tymi murami głęboko jest cały czas pragnienie miłości.
Magdalena Czaja: I teraz dlaczego warto w ogóle pracować ze swoim stylem przywiązania? Po pierwsze, żeby siebie zrozumieć.
Magdalena Czaja: Żeby zrozumieć, że moje zachowania, moje lęki, moje poczucie wartości, moja odwaga w życiu, mój brak odwagi w życiu jest wynikiem wczesnodziecięcych doświadczeń. I poczuć współczucie dla siebie. Bo wiecie, co my robimy? Jak ja na sesjach na przykład albo na kursie pytam: "To co teraz czujesz?" "Jestem zła na siebie.
Ja jestem taka głupia". Czyli bardzo często mamy taki nawyk od razu w siebie. To moja wina. Tak, on to zrobił, ale to moja wina, bo mogłam mu powiedzieć, żeby tego nie robił. Współczucie dla siebie. Obejmijcie się współczuciem. Bądźcie tymi pierwszymi, którzy dają sobie współczucie. Nie bierzcie też tak wszystkiego na siebie.
Moje ulubione hasło "Nie bierz rzeczy tak do siebie". Już w tym tygodniu chyba dwie klientki dostały zadanie domowe na komputerze wygaszacz. Nie bierz rzeczy tak do siebie.
Ewa Turek: Praca nad zrozumieniem siebie i też zrozumieniem, jakim jestem stylem dzisiaj. Bo tu uwaga style mogą się zmieniać też pod wpływem otoczenia i doświadczeń.
Ewa Turek: Ale ta, to poszerzanie samoświadomości na swój temat to jest również taka możliwość, że mamy dostęp do większych zasobów danych. Nie tylko tutaj w głowie, ale też i w ciele, i w podświadomości. To praca nad tym, nad tą samoświadomością. To jest też zmienianie też tej swojej odczuwania świata i odczuwania siebie.
To jest lepsze połączenie z innymi i ze sobą. Nie zapominajmy o sobie. To jest tak zwana też rezyliencja, czyli odporność na różne rzeczy, które dzieją się w naszym życiu. Więc praca nad sobą zawsze jest z korzyścią dla siebie, ale też dla innych, którzy są w naszym otoczeniu.
Magdalena Czaja: I teraz jest jeszcze jedna rzecz, której te dzieci nie dostały, a którą możecie zacząć sobie sami praktykować.
Magdalena Czaja: Bo my zawsze z Ewą chcemy, żeby nasze podcasty były praktyczne też. Poszerzają świadomość, ale też praktyczne. Jedną z rzeczy, które dziecko, żeby prawidłowo się rozwijać, musi dostać, to jest kochające spojrzenie. Słyszałam ostatnio niesamowitą rzecz. Słuchałam wykładu pani neurolog i ona powiedziała, że dziecko jak jest karmione, no to z reguły matki są praworęczne, więc dziecko jest na lewej ręce i matka jak patrzy na dziecko, to, to dziecko patrzy w lewe oko matki bardziej niż w prawe.
I ona powiedziała, że, że jeżeli chcemy, żeby ktoś natychmiast nas polubił. Taka ciekawostka w ogóle na marginesie. To, że trzeba patrzeć w lewe oko tej osoby, bo to nam natychmiast przypomina więź. To mówiła neurolog. Więź z matką. I teraz co zrobić, jeśli byliśmy małym dzieckiem, które powinno patrzeć w kochające oczy swojej mamy, a jej nie było?
Albo taty, albo babci, jeśli nie było rodziców. Ćwiczyć patrzenie w oczy innych ludzi. I teraz szczególny kłopot z tym będzie miał styl unikowy. I teraz zadajcie sobie pytanie, jak łatwo jest wam patrzeć w oczy innych? Czy jak ktoś na was patrzy dłużej, to czy opuszczacie wzrok? Czy na przykład nie macie nawyku, że patrzycie na usta albo na wiecie między brwiami?
Tak. Teraz możecie zacząć ćwiczyć patrzenie w lewe oko. I chciałabym wam tutaj zaproponować yyy Takie ćwiczenie, które możecie sobie robić po prostu sami. Najlepiej regularnie, może przed snem. Jest bardzo proste, więc do opanowania natychmiast. Wyobraźcie sobie, zamknijcie sobie oczy. Chyba że prowadzicie samochód, to nie.
Ale generalnie jeśli możecie, zamknijcie sobie oczy i zobaczcie przed sobą osobę, która patrzy na was kochającym, życzliwym, dobrym wzrokiem. To może być osoba, która faktycznie jest w waszym życiu i tak na was patrzy. Nie wiem, babcia na przykład albo sąsiad, partner, mama, tata, siostra, ktokolwiek. Może to być postać z filmu, która miała dobre oczy.
Dla mnie Clint Eastwood ma takie bardzo kochające spojrzenie. I patrzcie, wyobraźcie sobie, że patrzycie w oczy tej osoby, a ona patrzy na was z miłością, z radością, z takim uczuciem i z taką myślą: jak dobrze, że cię widzę. I kiedy widzicie te oczy przed sobą, to się w nich totalnie zatopcie. Ale sprawdźcie też, co dzieje się w ciele, jakie emocje się pojawiają, co się dzieje w sercu.
Czy się rozluźniacie? Czy się spinacie? No to wtedy trzeba poćwiczyć i wyobrażać sobie to spojrzenie. Wyobraźcie sobie po prostu, że jesteście mile widziani na tym świecie. I mówię to ze szczególną miłością do tych wszystkich ludzi, z którymi miałam wielki zaszczyt pracować, którzy mówili, że mają wrażenie, że nikt ich nie chciał i że od początku swojego życia mieli takie wrażenie.
Być może nasze oczy z Ewą wam się przydadzą do tego ćwiczenia. Możecie nas użyć. Patrzymy na was
Ewa Turek: z miłością. Ale myślę Magda, można też dać takie ćwiczenie dla par, żeby po prostu usiedli. Usiądźcie naprzeciwko siebie. I teraz chodzi o to, żeby patrzeć sobie w oczy. Bez oczekiwań, bez intencji. Tak jak mówisz, właśnie z czułością i z miłością.Oczy to jakby brama do duszy, więc ostatnio- Tak. Będziecie płakać. Od razu wam mówię. Tak. Ale o to chodzi. Ostatnio przyszedł do mnie taki, taki fragment jakiejś rozmowy, że kiedy się zakochujemy, to ta druga osoba jest dla nas no na pierwszym miejscu, jest ważna. Widzimy ją, tak? I teraz- Coś się dzieje w tych związkach.
Ewa Turek: Kiedy już tak okrzepniemy i te różowe okulary zdejmiemy, że przestajemy patrzeć na siebie, tylko patrzymy oczywiście dom, praca, dzieci i tak dalej. Znika ta więź na zasadzie widzę cię, widzę ciebie. Tak jesteś. I teraz być może to ćwiczenie pozwoli wrócić do tych momentów, kiedy się zakochaliście w sobie, kiedy się widzieliście nawzajem.
A i kto wie, co z tego wyniknie dalej. Także polecamy.
Magdalena Czaja: Tak. I ćwiczymy patrzenie w oczy, bo to ma dla nas nawet znaczenie pierwotne i regulujące nasz układ nerwowy, tak samo jak przytulenie. Więc wykorzystujmy te ciepłe, kochające oczy do, do ćwiczeń. Co jeszcze możecie zrobić? Słuchajcie, bardzo ważna rzecz, przeze mnie przepraktykowana.Mianowicie, jeżeli już domyślacie się, jaki macie styl przywiązania albo dowiecie się o nim w czasie swojej pracy terapeutycznej, podzielcie się z tym osobami, które kochacie. Partner, z partnerem, z bliską przyjaciółką. Dlaczego? Dlatego, że jeśli powiecie komuś i wytłumaczycie, na czym polega styl przywiązania.
Magdalena Czaja: Dlatego bardzo polecam przesłanie tego naszego podcastu komuś albo właśnie tych odcinków naszych poprzednich, które nagrałyśmy. I oczywiście zasubskrybujcie sobie nasz kanał, żeby mieć bieżącą, świeżą jak bułeczki wiedzę oraz ćwiczenia do tego, żeby się rozwijać i mieć coraz lepsze życie. To prosimy. Tam jest taki dzwoneczek, ale powiedzenie o tym drugiej osobie może was bardzo wesprzeć w przepracowywaniu swojego stylu.
Kolejna rzecz, jeżeli Rumi powiedział takie piękne zdanie: "Lekarstwo na ból jest w bólu". Jeżeli chcecie przepracować style przywiązania czy te swoje traumy wczesnodziecięce ze względu na to, jakie budujecie relacje, to te relacje musicie
Ewa Turek: budować. To w Indiach jest takie hasło, takie ogólne, że miłość się robi.
Magdalena Czaja: Właśnie. Więc musicie po prostu. Oczywiście powiecie mi no ale są lisi na tam w jaskiniach samotni i tak dalej. No dajmy im sobie przepracować swoje życie na swój sposób. My najwięcej się dowiemy o sobie w relacjach z innymi i najwięcej możemy uzdrowić w relacjach z
Ewa Turek: innymi. I Magda, żeby też dać taki pozytywny przykład, że te odosobnienia, jak to można nazwać, czyli senatoria i inne odosobnienia Mogły być też inaczej odbierane przez te dzieciaki.
Ewa Turek: Mamy tu fragment właśnie wypowiedzi jednej z osób, która napisała tak: "Temat złożony. Do siódmego roku życia byłam u babci i chyba to było lepsze, bo dom był destrukcyjny. Wdzięczność za temat, który poruszyłyśmy".
Magdalena Czaja: Albo kolejne. "Byłam w wieku dziesięciu lat w sanatorium na trzy miesiące bez odwiedzin rodziców.
Magdalena Czaja: Młodsza siostra o trzy lata była ze mną tylko w innej grupie. Rozwinęłam tam skrzydła. Byłam doceniana przez wychowawców, pielęgniarki i w szkole również same sukcesy. Koleżanki mnie rozchwytywały. W domu i w szkole rodzinnej było odwrotnie. Tępa, głupia, z patologicznej rodziny. Brak rodziców podczas swojego sukcesu niewiarygodny.
Smutek, gdy patrzyłam na ból młodszej siostry. Myślę, że w tamtym czasie była to dla niej trauma. Ale mam dwojakie odczucia z tamtego czasu". Słuchajcie, rzecz bardzo ważna i nie może jej zabraknąć na tym podcaście. Wybaczenie rodzicom, wybaczenie lekarzom. Pielęgniarkom. Wiele osób pisało, że pamięta te okropne twarze właśnie pielęgniarek na przykład, które bardzo często były bezduszne.
Ja miałam tam leczone zatoki i wtedy była taka metoda, że dziecku się przez nos do tych zatok dotyka, dostawało taką igłą. Ona miała, nie wiem, dwadzieścia pięć centymetrów. I pamiętam, tak jak czytałyśmy teraz o tych zasobach, które można wynieść z sanatorium. Ja tam się nauczyłam mierzenia z cierpieniem, ponieważ byłam dzieckiem, o którym zawsze mówili: "Boże, to dziecko nigdy nie płacze".Ale zapłaciłam dużą cenę za to niepłakanie, tak? Bo ten płacz wewnętrzny gdzieś był zepchnięty. Bo
Ewa Turek: strategie
Magdalena Czaja: są różne, tak. Tak, tak, tak, tak. Również właśnie takie. Więc pamiętajcie, że w ogóle wszystkie narzędzia radykalnego wybaczania i taka bardzo dobra wiadomość, jak twierdzi Rick Hanson, kiedy wystarcza, wystarczająco długo wczuwamy się w doświadczenia pozytywne, którymi chcemy zastąpić te z tamtego traumatycznego czasu, wtedy następują zmiany w mózgu, które zaczynają nam pomagać to doświadczenie dzisiaj przeżywać inaczej.
Magdalena Czaja: Bo my nie zmienimy przeszłości, ale dzisiaj możemy już inaczej to przeżywać. I to jest to, co my robimy. Ja na przykład mam taką praktykę, że kiedy robimy trzynaście kroków radykalnego wybaczania, które są idealne do pracy z dzieckiem wewnętrznym i spotykamy się na przykład z takim dzieckiem w sanatorium, to ja potem jako zadanie domowe daję takiej osobie Rozmowę z tym dzieckiem i dawanie temu dziecku i karmienie tego dziecka tym wszystkim, czego ono wtedy potrzebowało, czyli bezpieczeństwem, bliskością, tym, że jest kochane, tym, że już go nigdy nie opuścimy.I okazuje się, to właśnie Hanson w swoich badaniach wykazał, że wystarczy trzydzieści sekund utrzymania w mózgu tego stanu korekcyjnego, żeby zaczynały się pojawiać te dobre zmiany w mózgu, te, które nam pomagają po prostu teraz lepiej żyć.
Ewa Turek: Ja lubię Magda, jak z klientem zrobimy trzynaście kroków i tam właśnie jest praca z wewnętrznym dzieckiem.
Ewa Turek: To kiedy po skończeniu sesji mówię: "Twoim zadaniem domowym jest wynagrodzić to wewnętrzne dziecko, w zależności ile miało lat". I mówię: "Z intencją wynagrodzenia tego dziecka. Pomyśl sobie, co to dziecko lubiło wtedy i wynagródź je". Czasami są to ulubione lody, czasami jest to, nie wiem, lalka, której nie dostało się wtedy, kiedy się ją pragnęło, a czasami jest to po prostu zaprowadzenie tego dziecka na spacer i chodzenie boso na trawie.
Więc to jest zawsze zadanie domowe.
Magdalena Czaja: Lody są najbardziej
Ewa Turek: popularne. Magdalena Czaja: Lody po prostu co druga osoba idzie z dzieckiem swoim na lody. Więc słuchajcie, pamiętajcie o wybaczeniu. Teraz mi się przypomniało i pozdrawiam serdecznie naszą trenerkę, która opowiadała, że była– napisała też do nas o tym, że była tyle razy w szpitalach i miała tyle kontaktu ze służbą zdrowia, że jako mała dziewczynka, kiedy widziała kogoś w białym fartuchu, kiedy widziała pielęgniarkę, lekarza, to mdlała, traciła przytomność.
Ewa Turek: To tak mówię. Wiecie, żeby ci, którzy mówią: "Oj tam, byłaś mała, nic nie pamiętasz". Tak naprawdę uszanujmy to, to wszystko i starajmy się też. Możecie też wykorzystać założenia radykalnego wybaczania do tego, żeby spojrzeć inaczej na to, co się wydarzyło. Możecie sobie przecież przypominać, że nic nie dzieje się nam, lecz dla nas.
Możecie sobie przypominać, że- Wierzymy w to, że wybieramy sobie doświadczenia, że są one dla nas okazją do wzrostu, do, do, do odrobienia lekcji, uzdrowienia czegoś.
Ewa Turek: I Magda, zwłaszcza właśnie z tym tematem, tym obszarem bardzo, bardzo polecamy pracę z trenerem, ponieważ pomoże jakby odblokować te mury, które narosły od dzieciństwa.I tak jak tutaj często mówimy, siedząc w słoiku nie widać etykiety. W związku z tym trener patrząc z boku wie, kiedy przytrzymać, kiedy popchnąć, kiedy pokierować właśnie w ten obszar. Więc bardzo, bardzo polecamy, żeby pracować z trenerem przynajmniej ten pierwszy raz, żeby te najbardziej bolesne miejsca, wspomnienia, żeby towarzystwo trenera było też prowadzeniem.Bo nasze ego, no po prostu ma różne strategie, żeby omijać, nie dotykać, no łapać dystans, tak? I żeby
Magdalena Czaja: nie bolało jak najmniej. Tak. A jeżeli ktoś chce turbo doładowania i jest na to gotowy, no to oczywiście
Ewa Turek: kurs trenerski. Tam się dzieją też cuda. Piszcie do nas, jakie wy macie swoje doświadczenia i być może też macie już historie związane właśnie z pracą metodą radykalnego wybaczania czy innymi narzędziami.
Ewa Turek: Generalnie, czy ten proces leczenia tej rany u was już przebiegł, zakończył się? A może to, co usłyszeliście tutaj na tym odcinku właśnie przypomniało albo otworzyło te obszary, które są do uleczenia?
Magdalena Czaja: Mam bardzo dużo zrozumienia i serca dla wszystkich tych, którzy doświadczyli podobnych rzeczy w dzieciństwie.
Magdalena Czaja: Nie wszyscy możecie przyjść na sesje trenerskie. Nie każdy myśli o kursie trenerskim, ale właśnie dla tych osób przygotowałam, nagrałam kurs, który uczy podstawowych narzędzi radykalnego wybaczania. Cztery kroków, trzech listów i arkusza radykalnego wybaczania. Ja nie mam najmniejszych wątpliwości, że wybaczanie jest naturalnym i koniecznym etapem do tego, żeby pogodzić się z przeszłością, poczuć ulgę, radość, poczuć, jak miłość płynie w naszym życiu.
Bez wybaczania, kochani, no nie chcę powiedzieć, że to niemożliwe, ale na pewno bardzo, bardzo trudne. Dlatego zapraszam was do skorzystania i do przejścia tego kursu. Ten kurs jest nagrany. To ja cię przeprowadzę przez wszystkie te narzędzia radykalnego wybaczania i też z myślą o wszystkich tych, którzy mieli podobną drogę jak ja.
Przygotowałam specjalny kod zniżkowy, który możecie otrzymać na hasło Rabka, kiedy zadzwonicie do naszego instytutu. Także jeśli chcecie przejść kurs radykalnego wybaczania dla początkujących ze mną, kurs nagrany, z którego możecie skorzystać sobie w każdym momencie, to zadzwońcie do nas do instytutu i podajcie kod Rabka.
Niech to nas łączy jako hasło. Dzieci, które były pozostawione przez rodziców w różnych miejscach w dzieciństwie i dostaniecie kod zniżkowy, który pomoże wam nauczyć się tych najważniejszych narzędzi radykalnego wybaczania. Do zobaczenia na kursie.
