Back to series
Ten odcinek jest kontynuacją podcastu, w którym dzielę się moją osobistą historią. Tym razem opowiem o tym, jak presja otoczenia i lęk przed byciem samą w biznesie sprawiły, że zatraciłam to, co naprawdę kochałam, ale… ostatecznie odnalazłam drogę powrotu do siebie, bo jak wiadomo nic nie dzieje się nam, lecz dla nas 😊
W tym odcinku poruszam tematy, z którymi wielu z Was może się utożsamiać:
🔴 Utrata pasji i autentyczności: Jak codzienna presja i oczekiwania środowiska zawodowego mogą odbierać nam radość z tego, co kochamy.
🔴 Lęk przed samotnością: Jak obawa przed byciem samotnym w biznesie wpływa na nasze decyzje i utrudnia podejmowanie trudnych kroków.
🔴 Strach przed brakiem akceptacji: Dlaczego pragnienie bycia lubianym często zmusza nas do kompromisów, które odbierają naszą prawdziwą tożsamość.
🔴 Decyzje na zakręcie: Jak momenty, gdy czujemy, że wszystko nas przytłacza, mogą stać się punktem zwrotnym w drodze do przebudzenia.
🔴 Moc zmiany: Jak słuchanie własnego ciała i intuicji, mimo strachu, pozwala na odnalezienie nowej energii i autentycznej drogi życiowej.
Zapraszam Cię do obejrzenia tego odcinka, który mam nadzieję zainspiruje Cię do podjęcia własnych, trudnych, ale i przełomowych decyzji.
❤️🔥 Jeśli uważasz, że ta historia może pomóc komuś, podziel się nią – razem tworzymy społeczność, która wspiera autentyczność i rozwój.
☝🏼 P.S. Nie zapomnij zasubskrybować nasz podcast, by nie przegapić kolejnych inspirujących rozmów!
W tym odcinku będę opowiadała o bardzo intymnych rzeczach, bo o moich historiach i lekcjach, które z nich popłynęły. Ale jestem bardzo ciekawa, czy ta formuła Wam się spodoba. Możecie mi to pokazać. Jak? Możecie polubić ten odcinek, możecie zasubskrybować ten kanał, ale też możecie napisać komentarz. Będę bardzo ciekawa, czy Wam się podobała taka formuła, czy coś Wam dała. Naprawdę będę czekać na Wasze komentarze. A teraz odcinek.
Rozwój, relacje i duchowość. O tym, co najważniejsze w życiu, mówić będzie Magdalena Czaja.
Kiedy zakładałam, współzakładałam agencję reklamową. Zakładałam ją z paroma osobami, z którymi pracowałam już wcześniej. To było trzech panów i ja. Ja byłam szefową, mieliśmy dział kreacji, dział obsługi klienta, studio DTP. I wtedy na początku ja byłam osobą, która również była w obsłudze klienta. Byłam strateżką. Byłam kreatywną, wymyślałam kampanie reklamowe razem z dyrektorem kreatywnym. I prawdę mówiąc uwielbiałam to. I prawdę mówiąc byłam w tym dobra. My mieliśmy bardzo wysoki procent wygrywanych przetargów. Klienci nas bardzo lubili. Byliśmy dwa razy pod rząd wybrani jako agencja najlepsza pod kątem obsługi klienta w Polsce. To było badanie ogólnopolskie i agencja rosła, agencja rosła, a ja na czubku tej agencji jako pani prezes rosłam razem z nią. Ale zaczęło się tak dziać, że ta struktura zaczęła mnie coraz bardziej wypychać. Co mam na myśli? Musiałam zatrudnić strategów. Musiałam zatrudnić kreatywnych po to, żeby obsłużyć tych wszystkich klientów, których mieliśmy. I pewnego dnia zaczęłam słyszeć od szefów działów, że ja to już nie powinnam siedzieć i wymyślać strategii, bo ja nie jestem strategiem, tylko jestem panią prezes, że ja to nie powinnam wymyślać kreacji, bo przecież jestem panią prezes i nie powinnam się tym zajmować.
Mam od tego ludzi. I przyszedł taki dzień, kiedy ja uświadomiłam sobie, że ja już nie robię tych wszystkich rzeczy, które najbardziej lubiłam, a zostałam z tą pracą, którą lubiłam najmniej. Ja nie cierpię KPI, czyli wiecie, tych wszystkich tabelek z celami, z excelem. Nie mogłabym pracować w księgowości. Ja jestem osobą kreatywną i dałam sobie to odebrać. I wiecie co? Ja tego nie widziałam bardzo, bardzo długo, a schemat się powtarzał. Ciągle było tak, że pojawiali się jacyś panowie, bo to byli panowie. Panowie, pozdrawiam Was serdecznie, którzy nagle stawali przede mną właścicielką i prezeską i mówili, słuchaj, ty nie możesz tutaj sama rządzić. My tutaj powinniśmy razem z tobą. Posuń się na tym tronie. No i tak było. Ja za każdym razem mówiłam, kurczę, może oni mają rację. I albo ustępowałam z tego tronu, albo po prostu się posuwałam tak troszeczkę, żeby oni tam usiedli obok, żeby przypadkiem nie poczuli, że ja ich nie, nie szanuję i tak dalej. Zadałam sobie pytanie lata później, z czego to wynikało?
I wiecie co? Stworzyłam nawet nazwę. Ja to nazwałam syndromem abdykującej królowej. Królowa to jest oczywiście cudzysłów, ale mówimy o jakiejś strukturze. Królowa, Król, szef, szefowa to są osoby, które w biznesie są bardzo samotne. Ci z was, którzy prowadzą swój biznes, wiedzą, jak to jest. Tak naprawdę w chwilach prawdy, jesteśmy sami. To my musimy podejmować decyzje, to czasami my musimy zrobić coś więcej. To my ponosimy największe konsekwencje, jeśli coś faktycznie się straszliwie wali. I ta samotność dla kobiet, zwłaszcza w strukturach firmowych, jest bardzo trudna, dlatego że my z natury jesteśmy istotami społecznymi. My potrzebujemy mieć te powiedzmy, psiapsiółki koło siebie. Dlatego tak wiele kobiet w biznesie robi ten błąd, że zaczyna sobie ustawiać te relacje firmowe jako przyjacielskie. Wiecie, to kobiety przynoszą ciasteczka do firmy, to kobiety wymieniają się lekarzami dla dzieci, to kobiety się wymieniają swoimi kosmetyczkami i tak dalej. Dlaczego? No właśnie. I tu jest takie pytanie dlaczego my to robimy? Bo kiedy rozmawiam z panami, to oni mówią wprost, co? W biznesie nie ma żadnych tam przyjaźni. To przecież ja nie idę do firmy, żeby mieć tam przyjaciół. Oni mają po prostu dla mnie dobrze pracować i tyle. No właśnie. A kobiety potrzebują poczucia, że.. No i teraz, drogie Panie, dokończmy sobie to zdanie. Potrzebuję być miła dla moich pracowników, podwładnych. Chcę być lubiana. A dlaczego chce być lubiana? Bo nie chce zostać sama. Bo dla kobiet zostanie w biznesie samymi jest koszmarem. I teraz oczywiście, że ja uogólniam. Oczywiście, że nie wszystkie kobiety takie są i nawet mam w swoim otoczeniu takie, które absolutnie takie nie są. W ogóle pewnie jakby to usłyszały, to by powiedziały co ty w ogóle opowiadasz? Ale ja pracuję z kobietami z biznesu i widzę, jakie to jest powszechne zjawisko. Jak często kobiety nie stawiają granic, nie rozliczają pracowników, nie zwalniają wtedy, kiedy powinny, a kiedy drążymy do tego, co jest na tym dnie, dlaczego tego nie robią? To na końcu jest zawsze, bo boję się, że nie będę lubiana i zostanę sama.
Uwielbiam wtedy pracę Byron Katie z nimi dlatego, że kiedy przyglądamy się tym bolesnym myślom i przekonaniom, bo praca z Byron Katie to jest najdoskonalsze narzędzie do pracy z przekonaniami, jakie znam, to dochodzimy do takiego momentu, że one rozumieją, że tak naprawdę nie stawiając granic, nie rozliczając pracowników i nie zwalniając, zostają same. No i teraz ważne, żebyście sobie sami, oczywiście są też panowie, których to dotyczy. Mówię tutaj o paniach, bo jednak na przykład syndrom oszusta, który jest bardzo podobnym zjawiskiem, dotyczy 70% kobiet. Także panie są jakoś tak bardziej narażone na to również dlatego, że jesteśmy istotami społecznymi i dla nas to, że my mamy więzi społeczne, że jesteśmy lubiane, jest takim gwarantem poczucia bezpieczeństwa. No i dlaczego jeszcze kobiety abdykują? Kobiety abdykują też po to, żeby nieść brzemię, że tak powiem, i ciężar firmy. Wydaje im się, że jak będą mieć obok siebie kogoś, chociaż jedną osobę, która jest przyjazna, to to prowadzenie firmy nie będzie takie straszne. I bardzo wiele razy, kiedy pracuję z kobietami z biznesu, widzę, jak często są to nieprawdziwe wsparcia, ale protezy. Jak często tymi osobami są osoby, które w ogóle nie zasługują na zaufanie tych kobiet, ale są. Takie ćwiczenie słuchajcie, dla Was, zadajcie sobie pytanie, ile macie w ogóle osób w otoczeniu swoim, które trzymacie blisko siebie po to tylko, żeby nie czuć się samotnymi? Wiem, że również robimy to czasami z przyjaźniami, mamy przyjaźnie, żeby po prostu je mieć. Powiem tyle, warto to weryfikować i warto przepracować ten lęk przed byciem nielubianą, bo się zostanie samej czy samym. Tak jak mówię, w większości w tym temacie pracuję z paniami, ale wiem, że są również panowie, których to dotyczy. No i jaka lekcja? Kiedy próbujesz się dyskwalifikować i nie doceniać z lęku przed byciem samą, to ostatecznie doświadczasz właśnie tego, że zostaniesz sama. Mnie to spotkało wielokrotnie, więc bazuję na swoim doświadczeniu. I wiem też jedno, że życie jest dosyć przewrotne i to, czego się boimy i przez co porzucamy siebie, zwykle się i tak manifestuje. Więc powiem tak, odwagi i zmierzmy się z tym lękiem przed byciem sobą, przed mówieniem swojej prawdy, bo ostatecznie mamy tylko siebie.
Kolejna lekcja też jest związana z pracą. I ona jest o tym, że kiedy nie idziemy swoją ścieżką, a nasza dusza i całe nasze jestestwo jest już za tym, żeby robić to, czego naprawdę chcemy, ale my się upieramy, że dalej chcemy robić właśnie to, w czym jesteśmy, to życie nam podłoży nogi, zepchnie nas ze skały. Cokolwiek jest potrzebne, żeby nam pomóc wejść na tą właściwą ścieżkę. I teraz moja historia była taka, że ja od pewnego momentu zaczęłam jeździć po całym świecie do ludzi, których uznawałam za największe autorytety, żeby uczyć się najlepszych moim zdaniem metod pomagającym ludziom stawać na nogi. Oczywiście wtedy jeździłam po to, żeby samej stanąć na nogi, a teraz dzięki temu mam narzędzia, którymi pomagam innym. Ale lęk przed zmianą, mimo że ja czułam, że ta zmiana powinna nastąpić, był bardzo, bardzo duży. Kiedy my już czujemy, że mamy dosyć. To tak jak było u mnie. Ja szłam już z tak ciężkim sercem do swojej własnej firmy, że jak sobie dzisiaj o tym myślę, to szanse na to, że coś pójdzie dobrze, kiedy ma się taką energię, właściwie są zerowe.
Ale lęk przed zmianą był tak ogromny, że ja bym się trzymała starego rękami i nogami. Naprawdę za wszelką cenę nie chciałabym zmiany. I wtedy życie mówi albo nasza dusza, jeśli lubimy tą myśl, mówi tak dobra, słuchaj, ty się sama nigdy nie puścisz z tym tematem. No to my ci pomożemy. I wtedy przychodzą kryzysy. Wtedy przychodzą zdrady, na przykład w biznesie. Wtedy dzieją się rzeczy, które już ci nie pozwalają trzymać się tego klifu. Tak było ze mną. W pewnym momencie już nie miałam możliwości ani siły trzymania się starego i odeszłam. Ktoś mi niedawno zadał pytanie czy ja kiedykolwiek żałowałam, że odeszłam ze swojej firmy, która zajmowała się reklamą? Nigdy. Nie miałam ani jednego dnia. Ale jest taka pewna ciekawa rzecz. Kiedy odeszłam, byłam w ogromnym lęku i panice. Co ja zrobię dalej? Czułam ogromny lęk, wstyd. Oczywiście od razu, nie będąc w swoim biznesie. Kto chce posłuchać o swoim biznesie, to zapraszam do odcinka, gdzie mówimy o Byron Katie i jej metodzie. I wydawało mi się, że wszyscy to komentują, że ja odchodzę z agencji, że mi się nie udało, że o patrzcie, taka była farafa, a tutaj okazało się, że sobie nie poradziła. To było przerażające. I tak sobie myślę, że bardzo wiele osób, które traci pracę na przykład albo właśnie zostawia firmy, przeżywa właśnie ten lęk, co inni myślą. Może się okazać, że wcale nie tak dużo, jak nam się wydaje, ale wiem, jak bardzo skutecznie ten lęk może ludzi blokować. Wtedy rozmawiałam z różnymi ludźmi, szukałam wsparcia, co ja mam robić dalej, bo wiedziałam, że chcę pracować z innymi, ale w ogóle nie miałam pomysłu. Potem się odezwał Colin Tipping, więc jakby on mi zaproponował przejęcie Instytutu dzięki Irkowi Rudnickiemu, który mnie poparł, bardzo tą kandydaturę moją i zaczęłam rozmawiać z różnymi ludźmi. Jedni mi mówili. Co, kim ty chcesz być? Zwariowałaś? Przecież umrzesz z głodu, na tym się nie da zarobić. To była taka jedna część, którą usłyszałam. Druga część mi powiedziała, no słuchaj, pamiętaj o tym i tutaj pozdrawiam Sylwię Lewandowską, doskonałą psycholog, która pracuje właśnie różnymi niekonwencjonalnymi metodami z zarządami, firmami i Sylwia mi powiedziała takie mądre słowa, bardzo zresztą wspierająca. Ona była jedną z pierwszych takich wspierających osób z tego świata, do której ja dopiero wchodziłam i powiedziała mi, pamiętaj, że życie Cię sprawdzi czy jesteś już pewna, że chcesz iść tą ścieżką. I wtedy ja, będąc w takiej panice Jezu, przestałam zarabiać co miesiąc. Kiedy ja to wszystko stworzę? Jak ja sobie poradzę? Jak się rynek w ogóle o mnie ma dowiedzieć? No, każdy z Was, kto myśli o przebranżowieniu, a na przykład na kursie trenerskim bardzo wiele osób myśli o tym, żeby się zająć właśnie pracą z innymi, to ja rozumiem ten lęk, który tam się pojawia. Po prostu ja tam byłam, jak ona to powiedziała, że życie mnie sprawdzi, to ja nie wiedziałam, o co jej chodzi, ale pamiętam, że tak siedząc czasami i myśląc sobie Boże, co to będzie? Pomyślałam sobie tak, gdyby teraz ktoś do mnie przyszedł i powiedział, że mi zapłaci tyle i tyle, to ja bym chyba z tego lęku przyjęła tę propozycję. I uwaga, tydzień później zgłosiła się do mnie firma, która za prowadzenie działu marketingu zaproponowała mi dokładnie te pieniądze, o których ja pomyślałam. I moja pierwsza reakcja była taka, telefon do mojej siostry.
Agnieszka, mam propozycję pracy w ogóle super. A ona mówi jak się czujesz? A ja wtedy mówię, żołądek mi się tak ścisnął, boli mnie żołądek. A ja słuchajcie już wtedy wiedziałam jedno, ciało nie kłamie. I powiem wam tak, jeśli czasami macie podjąć decyzję i nie wiecie, czy to, co chcecie zrobić, to jest dobra decyzja, czy zła decyzja, zawsze sprawdźcie ciało. To może być szybsze bicie serca. To może być wiecie, mokre dłonie. To mogą być wypieki. W każdym razie sprawdźcie, czy w ciele akurat nie dzieje się coś, co sygnalizuje duży stres. Ja zrozumiałam, że ja nie mogę przyjąć tej propozycji. Zrozumiałam, że powrót do działu marketingu, że po prostu moje ciało już tego nie uniesie. Ten skurcz żołądka był bardzo, bardzo wyraźnym znakiem. Jaka lekcja? Lekcja jest taka, jeśli idziecie swoją drogą, to jest duża szansa, że pojawi się coś, co sprawdzi, na ile jesteście zdeterminowani. I wtedy potrzebna jest decyzja, że jednak zostajecie na swojej ścieżce mimo lęku.
Bo jak wiecie, bardzo lubię to powiedzenie o odwadze. Kolana trzęsą się z lęku, ale wsiada na konia i jedzie. I to właśnie zdanie jest chyba przewodnim moim zdaniem od czasów Nowego Jorku. Postanowiłam sobie wiele lat temu przyjmować rzeczy, które do mnie przychodzą. Dlatego też jak mnie ktoś zapyta, jakie mam plany na za 5 lat, to ja nigdy nie wiedziałam, bo kto wie, może jutro przyjdzie coś, jakaś okazja, ktoś coś zaproponuje, co będzie tak nowe, tak ciekawe. Nigdy nie myślałam, że będę do Was mówić na podcastach. A jednak już tyle czasu to robię i uwielbiam. Więc pamiętajcie, żeby, że życie Was sprawdzi, ale Wszechświat wynagradza odwagę. I mimo tego lęku róbcie to, o czym marzy wasza dusza. Bo powiem Wam, że nagroda za to jest wspaniała. To jest poczucie bycia na swoim miejscu. To jest poczucie, że idę do swojej firmy i czuję radość. No i tego bardzo, bardzo Wam życzę. Jest jeszcze jedna lekcja, która jest związana z biznesem. A dużo mam tych lekcji biznesowych, bo widocznie biznes ma dużo lekcji dla nas, tak myślę. W ogóle praca zawodowa, finanse, zawód, który wybieramy, środowisko zawodowe. Jak ktoś mnie zapytał, czy korporacje potrzebują wybaczenia? Ja bym powiedziała, że przede wszystkim. Lekcja była taka, że kiedy odeszłam ze swojej agencji i zostałam sama, to prawda jest taka, że znalazłam się w takim punkcie.. przez 20 lat byłam panią prezes i miałam ludzi do wielu rzeczy. I znalazłam się w takim miejscu, w którym wydawało mi się, że ja mało potrafię. Autentycznie ja tak o sobie myślałam. No bo co ten prezes? Wszystko sobie pozwoliłam odebrać, czyli tworzenie kreacji, strategii i tak dalej. I wydawało mi się, że ja po prostu nie za wiele potrafię. I to, że nagle znalazłam się w miejscu, w którym byłam sama, musiałam wszystko sama tworzyć, musiałam wszystkiego się sama uczyć. Przyszła pandemia, musiałam się nauczyć prowadzić kursy na Zoomie. To była tak piękna lekcja, która przypomniała mi o tym, jakie mam swoje talenty, że chyba nigdy mając tyle ludzi do pomocy, które miałam całe życie, nigdy bym sobie o tym nie przypomniała.
I co więcej, prawdopodobnie odeszłabym z tego życia z przekonaniem, że ta cała firma to nie ja, tylko właśnie inni. A teraz już wiem, że sercem tej firmy wtedy agencji byłam ja, ale pozwoliłam sobie to odebrać. Więc pamiętajcie o tym, że kiedy coś tracicie, może być tak, że właśnie coś zyskujecie. Bo tak było ze mną. Ja odzyskałam wiarę w siebie, przypomniałam sobie jakie mam talenty i chyba za to jestem najbardziej wdzięczna tamtemu doświadczeniu. Na koniec jeszcze tak, żeby spuentować tę lekcję. Lubię to powiedzenie, jak już mówiłam, wszechświat wynagradza odwagę. W momencie kiedy podjęłam tę decyzję, że jednak będę w tym obszarze rozwoju, duchowości, pomocy innym i kiedy odpowiedziałam ,,nie” tej innej propozycji zawodowej, to właśnie wtedy odezwał się Colin Tipping. Ja to uwielbiam. Dla mnie to jest magia. Kiedy staniecie po swojej stronie i mimo tego, że będziecie płakać po nocy, siedząc na dywanie, zdarzało mi się tak, bo nie wiecie co będzie dalej, ale robicie swoje i nie pozwalacie sobie tego zabrać, to wtedy wszechświat mówi no dobra, dałaś radę dziewczyno, Dałeś radę chłopaku, proszę.
Nagroda. I dla mnie tą nagrodą był właśnie telefon Colina Tippinga, jego zaufanie, namaszczenie mnie. No i teraz ze wszystkich sił robię co w mojej mocy, żeby to jego dziedzictwo pięknie rosło i kwitło. I tak jest również dzięki Wam. Jeśli więc uważacie, że te podcasty są ważne, że pomagają Wam się rozwijać, że pomagają lepiej żyć, to zasubskrybujcie nasz kanał. Tam jest taki dzwoneczek na dole. Możecie też ten odcinek wysłać komuś, komu ten odcinek pomoże. No i będę bardzo ciekawa jakie są Wasze lekcje życiowe. Napiszcie w komentarzach. Ja czytam wszystkie komentarze, czytam wszystkie maile. Jestem bardzo ciekawa jakie Wy macie lekcje. Być może któraś z nich będzie na tyle ciekawa, że w ogóle poświęcę na to cały odcinek. Za dzisiaj dziękuję. Więcej informacji o tym, co robimy w Instytucie znajdziecie na Metoda Tippinga .pl. Tam znajdziecie wszystkie nasze kursy, nasze e-booki. A za dzisiaj dziękuję i do zobaczenia wkrótce.