Back to series
W tym odcinku zapraszamy Was do wysłuchania bardzo poruszającej rozmowy z Joanną Ładecką, psycholożką, trenerką Radykalnego Wybaczania, ale przede wszystkim mamą dwójki chłopców, w tym ciężko chorego jedenastoletniego Filipa.
Filip urodził się jako zdrowe dziecko, jednak kilka miesięcy później diagnoza padła jak grom z jasnego nieba – syndrom Westa, padaczka lekooporna. Z czasem pojawiły się też inne schorzenia: ciężka postać autyzmu, padaczka miokloniczna i cukrzyca typu pierwszego. To historia o ogromnym bólu, ale też o wewnętrznej przemianie, sile, miłości i nauce proszenia o pomoc.
Asia opowiada o drodze, którą przeszła, od momentu, gdy świat się zawalił, przez etap udowadniania sobie i innym, że „da się żyć normalnie”, aż po głęboką akceptację i odnalezienie szczęścia w nowej rzeczywistości. Mówi też o tym, jak trudne było uznać, że jej życie już nigdy nie będzie takie jak dawniej i jak wiele ulgi przyniosło dopiero przeżycie żałoby po „tamtym życiu”.
To rozmowa o odwadze, o miłości, o małżeństwie, które przetrwało próbę ekstremalną. O tym, że dopiero gdy uznamy ciężar, możemy go naprawdę unieść. I o tym, że niepełnosprawność w rodzinie to nie tylko cierpienie, to też lekcja, która może otworzyć serce.
Ten odcinek jest dla wszystkich, którzy mierzą się z trudnymi życiowymi doświadczeniami, ale też dla tych, którzy czasem zapominają, że mamy prawo prosić o pomoc. Posłuchaj, jeśli potrzebujesz nadziei, że nawet po najtrudniejszej diagnozie można znów wstać i odnaleźć sens.
Link do Specjalnego Ośrodka Wychowawczego:
https://www.facebook.com/SOWMariacka/?locale=pl_PL
NARZĘDZIA DO PRACY Z METODĄ TIPPINGA:
📄 Darmowy arkusz Radykalnego Wybaczania: https://metoda-tippinga.pl/web/narzedzia/
📖 Historia Jill – jak to się zaczęło: https://metoda-tippinga.pl/web/historia-jill/
☕ POTRZEBUJEMY TWOJEGO WSPARCIA. MOŻESZ TO ZROBIĆ TU:
Wirtualna Kawa: https://buycoffee.to/metodatippinga
🫱🫲 WSPÓŁPRACA:
Chcesz zostać Partnerem podcastu? Wypełnij formularz: https://forms.gle/gF4TtyiiEJwtEWqU9
📽️ SUBSKRYBUJ:
YouTube: https://www.youtube.com/@metodatippinga
Facebook: https://www.facebook.com/metodatippinga?locale=pl_PL
Spotify: https://open.spotify.com/show/2z3zVvPK3auapzq6YV0ZbG
Spreaker: https://www.spreaker.com/podcast/radykalne-wybaczanie–4400573
Apple podcast: https://podcasts.apple.com/us/podcast/radykalne-wybaczanie/id1513824102
📞 KONTAKT:
www.metoda-tippinga.pl
www.magdalenaczaja.com
email: info@metoda-tippinga.pl
telefon: 606 245 198
Lektor
Rozwój, relacje i duchowość. O tym, co najważniejsze w życiu, mówić będzie Magdalena Czaja.
Magdalena Czaja
Dzień dobry, ja się nazywam Magdalena Czaja, jestem szefową jedynego w Polsce Instytutu Metody Tippinga, metody inaczej nazywanej radykalnym wybaczaniem. Dzisiaj ze mną jest Joanna Ładecka. Joanna jest psycholożką. Jest trenerką Radykalnego Wybaczania, ale też, co chyba jest najistotniejsze dzisiaj na tym naszym spotkaniu, Joanna jest mamą ciężko upośledzonego, 11 letniego Filipa.
Joanna Ładecka
Dzień dobry, witam wszystkich serdecznie. Tak, mój Filip ma 11 lat. Jestem mamą dwójki dzieci. Mamy starszego, 14 letniego Maksymiliana. A Filip urodził się jako zdrowe dziecko i kilka miesięcy później padła bardzo ciężka diagnoza padaczki lekoopornej, która się nazywa syndrom Westa. W międzyczasie rozwinęło się wiele innych chorób. Między innymi w tym momencie walczymy z padaczką miotoniczną, z ciężką odmianą autyzmu. No i na koniec jako taka wisienka na torcie. Parę lat temu padła diagnoza cukrzycy typu pierwszego.
Magdalena Czaja
Dużo tego. Miałyśmy z Asią okazję spędzić trochę czasu, ponieważ ja certyfikowałam Asię z ceremonii wybaczania w kręgu i dużo było okazji do rozmowy, więc trochę wiem więcej. Ale padło wtedy takie zdanie. Powiedziałaś, że świat nie jest gotowy na ludzi niepełnosprawnych.
Joanna Ładecka
Tak. Ja mam takie przemyślenie. Kiedyś zaczęłam się zastanawiać, kto tak naprawdę jest niepełnosprawny i co to tak naprawdę jest niepełnosprawność. Dlatego, że jak patrzę na mojego syna, to myślę sobie, że to jest to, do czego my dążymy jako ludzie, dlatego, że to jest dziecko, które zupełnie nie jest w stanie się odnaleźć w dzisiejszym świecie, nie jest sobie w stanie w nim poradzić. I na tym polega trudność. Jak on by mógł robić to, co robi, to jak chce żyć, to on by był najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. Zresztą te dzieciaki w ogóle są najszczęśliwsza na świecie, nie? Natomiast opieka nad dzieckiem, które żyje w świecie, w którym się nie może odnaleźć, jest bardzo ciężka. I na tym to polega.
Joanna Ładecka
Opowiadałaś historię, że on po prostu robi to, co na dany moment czuje, że chce zrobić. To chyba o tym mówisz, że to jest to, do czego dążymy. Chce krzyczeć, to krzyczy.
Joanna Ładecka
Chce, żeby mu włączyć telewizor, a ty mu tłumaczysz dziecko, ale niebieskie światło źle wpływa na ciebie – on krzyczy nadal. On ma konkretny cel. A naszym problemem jako ludzi żyjących w dzisiejszym świecie jest to, że my często nie wiemy, czego chcemy. Nie potrafimy dążyć za swoimi potrzebami. Ja wiem, że to jest trochę takie bagatelizowanie i takie spłaszczanie problemu, ale gdzieś tam po części tak to wygląda.
Magdalena Czaja
A przynajmniej czasami masz takie myśli ale pewnie na początku było inaczej. Jak było na początku?
Joanna Ładecka
Po diagnozie? Oj, to była bardzo ciężka droga. My przeszliśmy taką typową drogę radzenia sobie z diagnozą ciężką. My jako rodzina mamy starsze dziecko też, więc to jest kwestia też rodzeństwa. My jako małżonkowie tak naprawdę dotknęliśmy dna życia tak naprawdę. Nas to rozłożyło na łopatki, dlatego że jest bardzo prosty sposób z akceptacją tej sytuacji. Bo ja często słyszę, że każdy niesie tam swoje problemy. Zgadzam się, każdy niesie swoje problemy, czasami nie wiemy, z czym się ludzie borykają. Natomiast niepełnosprawność w rodzinie to jest taka dodatkowa paczuszka i to jest ten dodatkowy ciężar, z którym trzeba sobie poradzić i tam nie ma przestrzeni na wymówki. Tam nie ma przestrzeni na to, żeby ktoś ci udzielił pomocy, dlatego że to jest tak ciężka sytuacja, chociażby w naszym przypadku, jakby opieka nad Filipem jest tak ciężka, że przeciętny człowiek nie jest w stanie podjąć takiego wyzwania.
Magdalena Czaja
Mhm.
Joanna Ładecka
No, ja myślę, że teraz widzę to jako taką łaskę. Ale tak naprawdę największym problemem, taką tragedią było to, że my naprawdę dotknęliśmy dna. Ale dzięki temu, że dotknęliśmy dna, mogliśmy się od czegoś odbić i. I to był taki moment, kiedy podjęliśmy decyzję, że pomimo wszystko my chcemy być szczęśliwi, bo my mamy jedno życie tak naprawdę i chcemy je przeżyć normalnie. Był też taki problem, który ja zauważyłam. Ja wtedy to traktowałam jako taki sposób na poradzenie sobie. Ja za wszelką cenę chciałam pokazać, że można normalnie. Patrzcie na nas, my jesteśmy, mamy dziecko niepełnosprawne, jesteśmy szczęśliwi i można być ludźmi szczęśliwymi. I byliśmy na urlopie w Zakopanem.
Magdalena Czaja
To kiedy to było?
Joanna Ładecka
No, to było dobrych sześć, może siedem lat temu. To było jeszcze przed pandemią. Filip był w wózku. W ogóle to jest moje miejsce na ziemi. Ja w ogóle kocham góry. No i ja postanowiłam, że my będziemy żyć tak normalnie. I ja moim panom pokażę moje miejsce na ziemi, czyli Zakopane i oczywiście no, jedyną możliwą trasą to była trasa nad Morskie Oko. I wiecie, jak wpychaliśmy ten wózek do celu, to ludzie nam klaskali. A ja teraz z perspektywy czasu się zastanawiam, czy oni nie powinni się stuknąć w głowę patrząc na nas, bo to było ponad nasze siły. To jest jedna z form radzenia sobie z ciężkimi sytuacjami, że ja za wszelką cenę chciałam pokazać. Da się. Jest to możliwe. Można być naprawdę szczęśliwym.
Magdalena Czaja
Wiesz co.. Ja tobie powiedziałam przed tym nagraniem, że te podcasty nasze, które dotykają takich trudnych tematów śmierć, alkoholizm i tak dalej. One z reguły mają mniej widowni. Ale z drugiej strony potem ludzie do nas piszą, że ten odcinek bardzo dużo coś dla nich znaczył. Po odcinku z Adamem, czyli twoim kolegą z kursu, trenerem napisał do nas pan, który poprosił o pracę z trenerem i powiedział, że po tym odcinku po prostu postanowił przestać pić i potrzebuje wsparcia, żeby to utrzymywać. Więc tak sobie myślę, że żebyśmy miały taką intencję tego podcastu, że to, o czym będziemy rozmawiać, żeby wrzucało takie kamyczki do ogródka tych, którzy się mierzą z czymś podobnym, żeby albo sobie przemyśleli no właśnie, tak jak powiedziałaś przed chwilą czy na przykład ja nie jestem właśnie w czymś takim, że ja udowadniam innym, że ja sobie poradzę i przez to będę się pchać pod górę. Albo nie będę prosić o pomoc, albo nie będę mówić, jak mi jest trudno. I taka intencja, żebyśmy rozmawiały tak, żeby ludzie sobie coś z tego brali i być może przemyśleli, odpowiedzieli na pytanie albo usłyszeli jakąś odpowiedź. Więc jak ja rozumiem, ty po prostu widzisz dzisiaj, że tak naprawdę zdrowsze by było dla was, gdyby ktoś wam powiedział czy was pogięło? Co wy robicie? Przecież to jest takie trudne. Zamiast klaskania.
Joanna Ładecka
Z jednej strony tak, ale ja myślę, że to tak się musiało wydarzyć, że to jest moja historia i myślę, że ona miała sens, że tam się wszystko wydarzyło w jakimś celu. I ja z tego wszystkiego czerpię tak naprawdę bardzo dużo do dzisiaj. My tak naprawdę mieliśmy bardzo duży kryzys i uwaga, my mieliśmy bardzo duży kryzys w małżeństwie i na to wszystko przyszła tak ciężka diagnoza. Zresztą można sobie wygooglać. Syndrom Westa, to jest jedna z cięższych padaczek. To jest bardzo ciężka diagnoza i tak naprawdę wydawałoby się, że jest tak bardzo źle. A tu okazuje się po pierwsze, że może być ciężej, a po drugie tak naprawdę nam to pozwoliło.. to była taka trampolina, żeby odbić się do życia, bo życie mamy jedno i każdy z nas ma nie wiem czy mogę powiedzieć obowiązek, ale my mamy naprawdę prawo, żeby przeżyć je szczęśliwie i w każdej sytuacji można znaleźć szczęście.
Joanna Ładecka
Czyli jakbyś powiedziała, co ta diagnoza spowodowała dla was jako dla małżeństwa?
Joanna Ładecka
Myślę, że wiele się zmieniło. Ja myślę, że najważniejszą rzeczą było to, że my wtedy dostrzegliśmy meritum życia, meritum związku, meritum rodziny, który jest dla nas istotny, nie narzucony z zewnątrz. I to jest też właśnie niesamowite. Ja często słyszę, jak to ojcowie opuszczają matki chorych dzieci, a u nas tak naprawdę każdy włożył swoją cegiełkę do tego. I pomimo tego wszystkiego, pomimo tego, że było naprawdę bardzo ciężko, to my zbudowaliśmy pewną markę. Naprawdę.
Magdalena Czaja
Marka rodzinna.
Joanna Ładecka
Marka rodzinna, naprawdę. Z drugiej strony myślę sobie, że bardzo ważną rzeczą i ja pracując nawet, bo do mnie też trafiają osoby, które mierzą się z niepełnosprawnością, dostrzegłam taki jeden związek, że kilka osób mi powiedziało. Wiesz, ja pierwszy raz w życiu usłyszałam/usłyszałam, bo to też byli ojcowie, że moja sytuacja jest ciężka.
Magdalena Czaja
Czyli uznanie ciężaru, tak?
Joanna Ładecka
Czyli gdzie jest problem? I to był mój temat. Nie, nie ciężko.. nie, absolutnie nie jest ciężko. No każdy dostaje swoje zadanie, każdy niesie swój krzyż, każdy dźwiga swoją paczuszkę. A tak naprawdę do momentu, kiedy my nie uznamy tego, że sytuacja, z którą się mierzę jest ciężka, nie ruszymy dalej. Ja miałam kilka takich etapów, ale takim momentem, przejścia, takiego wyjścia z tej traumy, to był moment, kiedy sobie uświadomiłam, że ja muszę przejść żałobę po życiu, które już nie wróci, że moje życie zmieniło się i nie ma szansy na to, żeby ono było takie jak kiedyś. Ja pracowałam w korporacji, to był w ogóle.. dążenie do celu. Tak dużo się działo w moim życiu. A myślę sobie tak z perspektywy czasu, że gdyby nie ta sytuacja, to pewnie bym nie zwolniła. Nie wiem, gdzie moje życie by mnie potoczyło, w którą stronę by to się wszystko potoczyło. Żeby była jasność, że to nie jest na takiej zasadzie, że mam chore dziecko czy mam jakąkolwiek inną ciężką sytuację i zaczynam szukać pozytywów. I siedzę sobie i tłumaczę, to jednak jest dobre, bo na pewno mi to pomoże w tym. A teraz nie muszę na przykład pracować, bo rezygnuję z pracy, bo muszę się dzieckiem zająć. Nie, my musimy przeżyć te emocje. My musimy sobie uświadomić. My musimy każdą emocję obejrzeć i ją przyjąć, bo my się ich pozbywamy często nie? I to był mój temat. I żeby była jasność. Ja jestem psychologiem i ja tą teorię znałam. No i ten moment decyzji, że przyszedł taki moment, kiedy ja sobie uświadomiłam, że moim problemem nie jest opieka nad dzieckiem niepełnosprawnym. Moim problemem jest zaakceptowanie tego, że moje życie bezpowrotnie się skończyło. Ono się zmieniło i teraz trzeba odnaleźć szczęście w tej nowej drodze. Ja często pracując z ludźmi, mówię o tym wiesz, kręcisz się po rondzie. Teraz trzeba podjąć odważną decyzję, żeby zjechać którymś zjazdem. Nie wiemy, czy to będzie dobra decyzja, ale pozytywne będzie to, że już będziesz na innej drodze. I wtedy szukamy szczęścia i możliwości.
Magdalena Czaja
Ale pewnie wcześniej gdzieś był taki moment, że zaczęłaś myśleć o tym, żeby szukać wsparcia, że po tym, jak uznałaś, że to życie nie wróci, to życie już będzie zawsze inne. I po tym, kiedy uznałaś, że jest ciężko, czy to był ten moment, kiedy zaczęłaś szukać pomocy? Bo tak sobie myślę, że chyba dopóki my nie jesteśmy w stanie się przed sobą przyznać, że jest ciężko, to nawet nie chcemy pomocy, bo to by nam zaburzyło to myślenie, że ja sobie daję radę. Jak to było z tobą?
Joanna Ładecka
No u mnie było trochę inaczej. Tak, to jest prawda, co powiedziałaś, że do momentu, kiedy nie uznamy, że sytuacja jest ciężka i że potrzebujemy pomocy jakby wszystko w naszym życiu mam taką teorię, mogłybyśmy pewnie dyskutować, ale że wszystko wymaga decyzji. Czyli muszę podjąć decyzję.
Magdalena Czaja
RW też wymaga decyzji.
Joanna Ładecka
Oczywiście podejmujemy decyzję, że chcemy coś zmienić. Podejmujemy decyzję, żeby uznać, że jest mi ciężko. Mój temat był trochę inny i to jest też taki temat, jak rozmawiamy o wsparciu z zewnątrz. Rozmawiając z moją przyjaciółką, ona do mnie mówi. Wiesz, o jakiej pomocy możemy mówić, jak ty ciągle jesteś uśmiechnięta..
Magdalena Czaja
W porządku. Nie jest ciężko.
Joanna Ładecka
Jest w porządku i tak naprawdę dlaczego mamy pomagać komuś, kto nie sygnalizuje tej potrzeby, że potrzebuje pomocy. Mało tego, mnie denerwowało jak słyszałam od ludzi, że no macie ciężko, wasza sytuacja jest ciężka. Mnie to tak naprawdę w środku gdzieś denerwowało, choć ci ludzie robili to jakby w dobrej wierze. Tam była dobra intencja. Ta sytuacja była i jest ciężka. Sytuacja niepełnosprawności jest sytuacją bardzo ciężką. Ja tak naprawdę od początku szukałam gdzieś pomocy. Natomiast to są różne etapy i na różnych etapach w inny sposób ta pomoc wyglądała. I teraz sobie myślę, ja usłyszałam ostatnio od pewnej osoby, która mi powiedziała, Ty nie umiesz przyjmować pomocy. Ja byłam zbuntowana totalnie, a jak gdzie? Oczywiście, że potrafię. Natomiast prawda jest taka, że u mnie ta granica, gdzie należy uznać, że potrzebuję pomocy jest dość wysoko. No więc jak radzisz sobie ze wszystkim, to nie prosisz o pomoc? I jak przyszło mi poprosić o pomoc, to się okazało, że to jest ciężkie. Uwaga, mam 40 parę lat i ja się teraz uczę prosić o pomoc, bo tak naprawdę trzeba ocenić po pierwsze, że jest mi ciężko. Tak naprawdę nawet kwestia nie granic jakichś czy proszenia o pomoc, to jest kwestia oceny przede wszystkim tego, że jest mi ciężko i że czegoś potrzebuję, bo samo proszenie nie jest problematyczne. Tylko problemem jest to, że my nie wiemy, w którym momencie należy poprosić o tą pomoc.
Magdalena Czaja
Wiesz co przyszło mi teraz do głowy? Jesteś trenerką Radykalnego Wybaczania, więc będziesz doskonale wiedziała o czym mówię, że skoro my w naszym świecie zakładamy, że nic nie dzieje się nam, lecz dla nas, to być może jedną z lekcji, którą odbierasz dzięki swojemu synowi Filipowi, jest nauka proszenia o pomoc.
Joanna Ładecka
Tak też opowiadałam Ci podczas naszej wczorajszej rozmowy. Jak ktoś mnie pyta o to, co nowego tam się pojawiło w moim życiu. To jest na przykład jazda samochodem. Ja bardzo nie lubiłam jeździć samochodem, mnie to denerwowało i ja zawsze szukałam rozwiązań, które nie wiązały się z prowadzeniem samochodu. No, że doszło do takiej sytuacji, że znalazłam miejsce, gdzie była szansa na to, żeby pomóc młodemu. Dostaliśmy informację, że jakby on zostanie rośliną i nie ma szans dla niego. I nagle znalazła się taka takie miejsce i ja po prostu podjęłam decyzję z dnia na dzień. Wsiadłam za kierownicę i przyjechałam z chorym dzieckiem kupę kilometrów. I to jest takie niesamowite. Ja dzięki tej sytuacji przełamywałam wiele rzeczy i teraz od razu komentuję to, żeby nikt sobie nie pomyślał, no po to mam chore dziecko, żeby się nauczyć jeździć. No to weź sobie taksówkę.
Magdalena Czaja
Tak.
Joanna Ładecka
Ale dużo jest takich rzeczy, nie? Ja się wielu rzeczy uczę dzięki Filipowi. Ja zwolniłam przede wszystkim, bo mój taki temperament i takie charakterologiczne rzeczy są, jakie są. No i czasami mnie zapędzały w takie przekraczanie siebie też nie. Tylko ja kiedyś tego nie wiedziałam.
Magdalena Czaja
A teraz krótka przerwa. Wiemy, że licznie oglądacie nasz kanał, zostawiacie liczne komentarze, wysyłacie podcasty innym do oglądania. Ale wiemy też, że nie wszyscy, którzy wpadają do nas na ten kanał, naciskają ten bardzo ważny dla nas guzik ,,Subskrybuj”. Jeśli więc chcecie nam okazać wsparcie i swoją miłość, bo tak właśnie to rozumiemy, to naciśnijcie ten guziczek. Jest to dla nas bardzo ważne, a my ze swojej strony obiecujemy, że będziecie mogli tutaj dalej oglądać wartościowe, karmiące i pomagające lepiej żyć treści. Dziękujemy Wam bardzo i wracamy do odcinka. Wiesz, to jest ta historia, o której chyba każdy słyszał, że matka w sytuacji, kiedy coś się dzieje, dziecku jest w stanie podnieść samochód. No u ciebie to akurat było, że pojechałaś tym samochodem. I tutaj mi się słuchaj od razu nasuwa film, który myślę, że był bardzo ważny dla bardzo wielu osób i też osób, które nie mają do czynienia z niepełnosprawnością – matki pingwinów. Powiedziałaś, że nawet napisałaś dwa artykuły na ten temat.
Joanna Ładecka
Dwa posty.
Magdalena Czaja
Mhm.
Joanna Ładecka
Tak, dlatego, że ten film pokazał mi rzeczywistość, którą chciałabym zobaczyć. Dlatego, że tam było też dużo zarzutów, ale zarzutów takich takich dyskusyjnych. Nawet tak jak rozmawiałam z rodzicami dzieci niepełnosprawnych, tam wielu aspektów nie widać, ale dla mnie pokazało to rzeczywistość, którą ja tak naprawdę chciałabym zobaczyć, na którą chciałabym sobie pozwolić, żeby o tym opowiedzieć. Bo my się też chowamy za pewnymi takimi stereotypami tej matki uciemiężonej, która musi być w domu, która nie może sobie pozwolić na to, żeby wyjść do restauracji. Było wiele takich sytuacji, że ja tego nie doświadczyłam, ale wiem, że ludzie doświadczają, że tu zbierasz pieniądze na leczenie swojego dziecka. Tutaj pojechałaś na urlop.
Magdalena Czaja
Czyli o czym mówimy? To temat, który chciałyśmy poruszyć. Czyli co to jest?
Joanna Ładecka
Ocena. Zdecydowanie.
Magdalena Czaja
Czyli czy ja dobrze rozumiem, że ten film trochę znormalizował coś jednak.
Joanna Ładecka
Oczywiście. Poza tym pokazał całą historię mojego życia. Tam każda z tych matek to jest część mnie. Tam jest mama tego chłopca autystycznego, która w ogóle nie chce tego zaakceptować. Absolutnie. Mówią – w ogóle gdzie moje dziecko jest normalne – to jest też taki moment, że my musimy zaakceptować diagnozę, na przykład. I to jest problem, bo my walczymy z oczywistymi rzeczami czasami. To jest to, co powiedziałam. Za wszelką cenę chciałam pokazać, że można żyć.
Magdalena Czaja
Jest diagnoza ale to nie oznacza, że to na nas wpłynie. Czyli o tej normalizacji to mówię właśnie to, że na przykład, bo o tym też rozmawiałyśmy, że matka dziecka niepełnosprawnego może być zadbana, może pójść na paznokcie, może pójść do restauracji. Ale ty o tym wiesz, bo o tym rozmawiałyśmy, że to się jednak często spotyka z oceną.
Joanna Ładecka
Oczywiście, że tak. Oczywiście. Kilka lat temu była taka sytuacja. Nie pamiętam szczegółów. W każdym bądź razie chodziło tam o nie wiem, czy trzy dziewczynki czy bliźniaczki. Nie pamiętam tego, ale pamiętam sytuację, że było małżeństwo i te dzieciaczki wszystkie miały prawdopodobnie mózgowe porażenie dziecięce. Nie pamiętam szczegółów, natomiast chodziło o coś zupełnie innego. Tata tych dziewczynek leciał gdzieś za granicę i zrobił sobie selfie i buty Nike podzieliły naród. Bo on zbiera na leczenie dzieci, a ma buty Nike. To było w Polsce i po prostu buty Nike są wyznacznikiem dobrobytu. Na co ta żona, mama tych dziewczynek, zaczęła go bronić. Znaczy bronić tej sytuacji, że po pierwsze poleciał tanimi liniami. No paradoks. Ja pamiętam, że to było w jakimś takim śniadaniowym programie. I jeszcze ta kobieta, nie pamiętam szczegółów, ale pracuje z domu, czyli nie zrezygnowała z pracy, pracuje z domu. Tak się dogadała z szefem i rzeczywiście nie pracowała dalej zawodowo. No to jej zarzucono, że zaniedbuje dzieci. No jak ona może pracować na pełnym etacie z domu? A ma tak ciężko chore dzieci. Ostatnio mam taką myśl, która za mną krąży, że nas życie ciągle zmusza do tego, żebyśmy byli za albo przeciw. Cokolwiek się nie wydarzy.
Magdalena Czaja
Czyli za oceną. Cały czas jesteśmy konfrontowani z tym, czy ocenimy, czy nie ocenimy.
Joanna Ładecka
Tak dokładnie. A tak naprawdę mnie przyszła taka myśl zapraszam, zostańcie z tymi dziewczynkami. Zapraszam, jeżeli nie macie z nimi kontaktu, zapraszam do mojego Filipa. Zostańcie z nim na tydzień, na dwa dni. Tak naprawdę nikt nie ma prawa tego oceniać, bo to co się dzieje za drzwiami to jest koszmar. Nasz Filip miał w pewnym momencie taką fazę i ta faza gdzieś tam się utrzymuje niestety. Nikt nie może znaleźć do końca przyczyny. On krzyczy. Prawdopodobnie to z autyzmu wychodzi, możliwe, że z epilepsji. Natomiast on wrzeszczy z niczego. Po prostu wrzeszczy przez kilka godzin. Pierwsza ocena. Uciszyć dziecko.
Magdalena Czaja
Niewychowany.
Joanna Ładecka
Niewychowany. Druga sytuacja. No ale o co ci chodzi, przecież siedzisz cały dzień w domu. No i my ciągle jesteśmy narażeni na ocenę z czyjejś strony. Mało tego, ja ostatnio też przerabiam taką rzecz, że my mamy ten przywilej chyba, że my mamy naprawdę dobrych ludzi wokół siebie. Naprawdę. Ale nie ludzi, którzy nas wyręczają, dają nam pieniądze czy biorą nasze obowiązki na siebie. Natomiast to są ludzie.. tak zastanawiam się, jak to ubrać w jedno słowo. Myślę, że myślę sobie, że sukces polega na tym, że oni są czujni. Że przychodzi taki moment, kiedy trzeba zareagować i oni właśnie wtedy reagują. Ja pamiętam nasz taki serdeczny przyjaciel, kiedyś, na samym początku, jak padła diagnoza i ja z nim rozmawiałam, potwornie płakałam. Oni mieszkają na drugiej półkuli. I on mnie tak słuchał, słuchał i mówi do mnie na koniec tak. Daj mi konto. Co wywołało u mnie w ogóle taki bardzo duży sprzeciw. W ogóle człowieku, ja ci tu mówię o takiej największej tragedii, to w ogóle cały świat powinien klęknąć, bo moje dziecko dostało diagnozę tak ciężką. I on do mnie powiedział wtedy tak. Nawet jakbyś miała iść do kosmetyczki, to idź. I ja myślę, w ogóle zapomniałam o tej sytuacji. Teraz, jak tak sobie układałam w głowie przed naszą rozmową, no to to jest ta historia. I żeby była jasność, to nie jest kwestia ilości pieniędzy. To nie jest kwestia ilości jakiegoś wielkiego wsparcia. To jest kwestia bycia. Nie często ludzie wspierają, bo mówią nie przejmuj się, wszystko będzie dobrze. Tak naprawdę nie wiemy, czy będzie dobrze.
Magdalena Czaja
I to ,,wszystko będzie dobrze” generalnie jest odpalaczem bardziej niż pomagaczem. Także to zapamiętajcie, że jak ktoś zachoruje, dzieje się coś strasznego – wszystko będzie dobrze – to jest tak naprawdę trochę tak, jakby zlekceważenie tego, co się dzieje.
Joanna Ładecka
Ja myślę, że tam nie ma takiej intencji.
Magdalena Czaja
Intencji nie ma, ale tak to może odebrać druga strona. Ty opowiadasz o swoim dramacie, a ktoś mówi, a wszystko będzie dobrze. No to takie na zasadzie a skąd wiesz?
Joanna Ładecka
Znaczy myślę, że odbieramy szansę na przeżycie, na skonfrontowanie się z własnymi emocjami. No bo skoro ktoś z boku mówi, że wszystko będzie dobrze, to jest tak jak dzisiaj ktoś do mnie mówi poradzisz sobie. Ja w stresie przed podcastem.. No i teraz mogę powiedzieć, że co on gada? A nagrywałeś w ogóle kiedyś? Tak można zapytać. Ale z drugiej strony ja się zastanawiam, no tak, no bo co ma być źle. No po ludzku będzie dobrze. Nic złego się nie stanie. I tak samo jest w sytuacji choroby, że my odbieramy szansę na to, żeby ktoś powiedział, że jest ciężko. No bo jeżeli ktoś z boku patrząc mówi, że wszystko będzie dobrze, to zaczynamy wątpić w zasadność własnej oceny tej sytuacji.
Magdalena Czaja
I w uczucia.
Joanna Ładecka
I w uczucia.
Magdalena Czaja
Też tracisz poczucie, że ktoś Cię rozumie?
Joanna Ładecka
Tak. U mnie jeszcze taka moja część mnie. Myślę, że wszyscy mają dobrą intencję. To jest też tak nie do końca, to też trzeba być bardzo ostrożnym. A poza tym to są lęki ludzi. My się boimy niepełnosprawności, bo powiem wam szczerze, to jest wszystko piękne, jak my tutaj pięknie wyglądamy, mamy makijaż, jesteś ubrana, wszystko pięknie. Natomiast nie doceniamy tego tak naprawdę, jak niesamowicie mądrą instytucją jest nasze ciało. Bo ja słuchałam na przykład rodziców, którzy mówią – Boże, jaki on jest, w ogóle, tu biega. Jaki on jest w ogóle ciągle w ruchu, ja już nie mam siły – a ja myślę sobie, że godzinami naciskałam jeden punkt u mojego syna, żeby zaczął chodzić. Ja 5,5 roku walczyłam z tym, żeby on zaczął chodzić. Mój Filip miał 5,5 roku, kiedy ruszył. I ja myślę sobie wiesz, ty siedzisz na sofie, a on biega, a ja nie mogłam usiąść na sofie, bo musiałam uciskać, bo musiałam ćwiczyć. Ja każdy ruch mojego dziecka wypracowałam osobiście. I to jest w ogóle niesamowite, że naprawdę te dzieciaki są dla nas takimi Aniołami, które pokazują nam, co jest w życiu ważne. Myślę, że tak można ich nazwać. Przypomina mi się też jedna sytuacja z zeszłego roku. Pewna osoba powiedziała do nas jak poznała Filipa, pierwszy raz w życiu, to usłyszałam. Obca osoba, bo ja to słyszałam też często od bliskich. Uwaga, macie wspaniałego syna. I to jest to, co zawsze słyszeliśmy. Macie ciężko, to nie jest łatwa sytuacja. On jest ciężko chory. I na mnie to zdanie zrobiło niesamowite takie wrażenie i ja bardzo długo to w sobie przepracowałam. Macie wspaniałego syna, pomimo tego nie działania organizmu tak jak działa normalny organizm, normalny w sensie zdrowy organizm. Żeby była jasność mój synek jest dzieckiem normalnym i słodziutkim. Pomimo tego on jest wspaniałym dzieckiem i mówi zobacz, zobacz, jak on w ogóle kojarzy. Ty do niego mówisz coś tam, on doskonale cię zrozumiał, że on nie może zrzucać tego kubka i patrzy się w oczy z uśmiechem i z tymi niebieskimi oczami. I po prostu kubek zrzuca. Na tym polega ta niesamowitość. Poza tym jest dla mnie też takim nauczycielem. Ja zwalniam bardzo dzięki niemu. Bo ja tak jak mówię, ten mój temperament.. taki był kiedyś mem. Żaba, która jeździ na rowerze i tak jeździ w te i z powrotem. Ja już mam to w nosie. Oczywiście tam inne słowa były użyte. Już mam to w nosie, ale nie jednak, bo ja tutaj jestem potrzebna po to, żeby ratować ten świat. I to jest to jestem cała ja. Więc tak to wygląda.
Magdalena Czaja
Bardzo mnie poruszyła ta historia, którą opowiadałaś o tym.. To był zakonnik?
Joanna Ładecka
Tak.
Magdalena Czaja
Który Cię skonfrontował z czymś. Jakbyś opowiedziała tą historię.
Joanna Ładecka
Ja szukając pomocy trafiłam uwaga przez tak zwany przypadek.. I oczywiście wiemy, że przypadków nie ma. Trafiłam do ojców Paulinów. Polskich ojców Paulinów.
Magdalena Czaja
Bo Ty mieszkasz w Niemczech.
Joanna Ładecka
Ja mieszkam w Niemczech. I to jest też taka niesamowita historia w ogóle jak to się wydarzyło. Zupełny przypadek i trafiłam na ojca, który tak naprawdę postawił nas na nogi i on nam pozwolił przetrwać tą sytuację. Te pierwsze lata diagnozy i on tak mnie słuchał. Tak wiecie, cały świat powinien klęknąć. Moje dziecko jest ciężko chore. W ogóle ja mam tak ciężko i ja w ogóle nie chcę tej niepełnosprawności, bo dla mnie największym problemem było to, że to jest tak ciężkie, że to jest tak wielkie wyzwanie i widoczne i takie, z którym nie da się dyskutować. I on tak słucha mnie, słucha i mówi do mnie – a to jest śmiertelna choroba? Bo ja nie znam tej choroby – ja mówię no tak, tak, ja mam wszystkie informacje w jednym paluszku, mówię tak – a śmiertelność jest duża? – więc ja mu podałam statystyki, że tam jest 20%, a on do mnie mówi – to masz szansę, to masz szansę pozbyć się tej niepełnosprawności.
Magdalena Czaja
Wow! Metoda prowokatywna.
Joanna Ładecka
Już zauważyliście, że dużo mówię, potrzebuję dużo słów, żeby wyrażać swoje. A on jednym zdaniem. Ja w momencie się na niego spojrzałam, i mówię, że nie chcę, żeby moje dziecko w ogóle umarło. Mówię, co ty opowiadasz? On mówi, że no właśnie. Jedyna droga to jest zaakceptować to. Ale nie na takiej zasadzie, żebyś pomyślała sobie, że nie ma problemu, albo udawała, że nie ma tego problemu, albo w jakikolwiek inny sposób, tylko na takiej zasadzie, że zaprzyjaźnić się z tym trzeba. I wtedy sobie uświadomiłam, że to jest jedyna rzecz. Ja kocham moje dziecko nad życie, Ja nie chcę go stracić. Teraz mi przyszła taka taka rzecz, że często jak jest rodzina, gdzie jest jedno dziecko niepełnosprawne i tam nie wiem, ktoś ma dwójkę, trójkę czy czwórkę dzieci i nagle umiera to chore dziecko, to pierwsza reakcja ludzi jest, że będzie im łatwiej. A dla nas? Ja mam dwójkę dzieci i śmierć jednego czy drugiego, czy jakakolwiek krzywda jest dla mnie tak samo bolesna.
Joanna Ładecka
Tam nie będzie łatwiej. Tam przejście żałoby będzie tak samo ciężkie. I to jest właśnie też taka rzecz. I ja kiedyś też tak myślałam. Będzie im łatwiej. Nie będzie. I mi ta sytuacja właśnie uświadomiła, że ja nie chcę stracić mojego dziecka.
Magdalena Czaja
No pięknie. No pięknie cię pan zakonnik załatwił, tak? Powiedz mi, bo w tym wszystkim pewnego razu postanowiłaś zapisać się na kurs trenerski Metody Tippinga. Co cię pociągnęło?
Joanna Ładecka
Oj, u mnie to jest taka ciekawa historia, Oczywiście buntownicza, jak to w moim życiu. Ja generalnie kiedyś usłyszałam takie zdanie. Ja zgodnie z nim żyję. Zresztą jak rozmawiam nawet ze starszym synem, to mu tłumaczę, bo to jest na takiej zasadzie, że my mamy ciało, o które dbamy biorąc witaminki, uprawiając sport i dobrze się odżywiając. Mamy umysł, który który rozwijamy ucząc się, czytając. No i mamy duszę. I ja zawsze byłam pomimo tego, że ja się śmieję, że jestem taką uduchowioną racjonalistą. Ci, którzy mnie znają wiedzą o tym. Ja ten aspekt duchowy mam bardzo rozwinięty. I dla mnie on był zawsze bardzo ważny. I jak padła diagnoza Filipa lata temu, to też często to było zdanie, które mi pozwoliło w ogóle przetrwać. Chociaż też może być różnie interpretowane, że prosiłam Boga o to, żeby zabrał moje cierpienie, nie rozumiejąc tego, że on mnie celowo postawił w tej sytuacji, żeby zmienić mnie. I to jest rzecz, która pozwoliła mi przetrwać w tym wszystkim.
Joanna Ładecka
Ale ja nie do końca umiałam to wdrożyć, takie mam wrażenie. I kiedyś w ogóle przez zupełny przypadek moja przyjaciółka mi przysyłała podcasty wasze. I ja nie do końca się w nich odnajdywałam. Dla mnie to było zbyt nie wiem, zbyt duchowe, Nie wiem. Miałam taką taką fazę, nie do końca się w tym odnajdywałam. I tak widziałam, że nie, nie.. I nawet jak ona mi gdzieś tam podsyłała, to ja już w ogóle nawet nie zaczynałam tego słuchać. Mówię dobra, weź. I kiedyś jechałam samochodem i słucham jakiegoś podcastu. I ten podcast przeskoczył na wasz podcast. I to był wywiad z moim ukochanym. Bardzo cenię tego człowieka, z Marcinem Wąsikiem. Jego w ogóle ten temperament, z którym on mówi i to, co mówi, to bardzo do mnie przemawia. I on powiedział w którymś z podcastów, że można sobie zrobić kurs trenerski. Ja jechałam samochodem, zjechałam na parking, dzwonię do instytutu. Już teraz wiem, że rozmawiałam z Agnieszką. I dzwonię do instytutu i mówię – Proszę panią, dzień dobry. Ja tu słyszałam, że można zrobić kurs trenerski, kiedy jest najbliższy, a pani mówi do mnie w lipcu. Ja mówię Proszę panią, to proszę mnie zapisać, bo ja teraz nie mam czasu, ale jak dojadę, to ja się tym zajmę – no i tak trafiłam, tak trafiłam na tą metodę.
Magdalena Czaja
No i teraz jako psycholog prowadzisz sesje. Zapytam o coś innego. Co Ci dała Metoda Tippinga? Czy Cię wsparła jakoś w tej drodze?
Magdalena Czaja
Bóg mnie postawił po to w tej sytuacji, żeby zmienić mnie. I ta metoda mi pozwoliła dostrzec, gdzie ma być ta zmiana. Na czym ta zmiana ma polegać. Ja myślę, że to był taki najważniejszy.. To jest bagatelna rzecz, którą ja powiedziałam, ale ona zmieniła całe moje życie. Dla mnie to jest taka metoda.. Ja byłam też w psychoterapii i ja o tym też z moją panią psychoterapeutką rozmawiałam. I ja pamiętam reakcje po tym kursie, jak ja weszłam do niej. Rewelacyjna kobieta, bardzo dobry specjalista i weszłam do niej, a ona do mnie mówi na sam koniec Pani Asiu, czy ja mogę Panią uściskać? Bo ja panią w takim stanie nie widziałam. I dla mnie ta metoda to była trampolina. To był ten zjazd z autostrady, że to mi. Jakoś u mnie to zadziałało. Nie wiem jak u innych, ale u mnie to naprawdę zadziałało. Ja zjechałam.
Joanna Ładecka
Ja się odważyłam na zjazd.
Magdalena Czaja
Ostatnio. Rozmawiałam z kimś o tym, jak wiele metod teraz jest atakowanych w ogóle. I padło takie pytanie no tak, ludzie się czują lepiej, ale na jak długo? Jak to oceniasz? Ciebie to zmieniło? Bo mnie Metoda Tippinga zmieniła po prostu na zawsze. I to było 17 lat temu. Nawet więcej. Pytanie jak Ty czujesz? Czasami idziesz na kurs, wychodzisz, fruwasz. Po tych wielkich warsztatach, które robią bardzo znane osoby, przez tydzień jesteś na takim haju, a potem wszystko wraca do siebie. Jakie jest Twoje Twoje doświadczenie z taką filozofią, którą jak się przyjmie, no to właściwie ona może być już na życie, nie?
Joanna Ładecka
Dla mnie przede wszystkim ta filozofia jest związana z zasadami Kościoła katolickiego, w którym ja wyrosłam i mówię to otwarcie. To jest pierwsza rzecz. Druga rzecz ciężko mi jest wypowiedzieć się jednoznacznie. Ja nie spotkałam się za bardzo z zarzutami, powiem szczerze. Natomiast ja osobiście mam wiedzę psychologiczną. Ja sama byłam w psychoterapii. I sama doświadczyłam Metody Tippinga, tego Radykalnego Wybaczania. I dla mnie to wszystko działa. Ciężko mi jest stwierdzić, że coś może być na krótko. Tylko, że ja uważam, że trzeba się dobrze zastanowić nad tym, z jakiej pomocy korzystamy. Bo są rzeczy, które naprawdę warto przepracować w psychoterapii.
Magdalena Czaja
Mówimy to na kursie, że odsyłamy klientów. Jeśli temat jest związany z traumą i z czymś, do czego trener nie jest przygotowany.
Joanna Ładecka
Dokładnie. Natomiast myślę sobie, że nawet jak robimy takie krótkie terapie nie wiem czy to można terapią nazwać. Takie coachingi trenerskie. To nie jest też tak, że to idziesz na 3 spotkania 5 czy 10 i po prostu zmienia się całe życie.
Magdalena Czaja
Czasami się zmienia.
Joanna Ładecka
Czasami.
Magdalena Czaja
Tak. Czasami jest tak, że nagle przeskoczy Ci iskierka jak to mówił mój synek. I po prostu nagle rozumiesz, nagle odsuwasz się od tej ściany i widzisz, że ten obraz tak naprawdę wygląda zupełnie inaczej. Tak było ze mną. Ja po przeczytaniu książki w jedną noc i zrobienia arkusza po prostu było tak (pstryknięcie palcami) i ja stałam się inną osobą, więc to się zdarza. Ale generalnie jest to praca. Jest to obieranie cebuli.
Joanna Ładecka
Jak widzisz weszło kilka metod, bo ja miałam i wsparcie duchowe ze strony tego ojca Paulina Ja przeszłam psychoterapię, później trafiłam na Metodę Tippinga. Sama jestem psychologiem, więc u mnie jest ciężko powiedzieć, co pomogło. Natomiast to co mnie u mnie bardzo wybiło, to jest to, że ja zmieniłam autostradę, że przyszedł taki moment, że zaczęłam się kręcić w kółko. I to był ten moment u mnie w życiu.
Magdalena Czaja
A używasz Metody Tippinga do pracy z klientami, pacjentami?
Joanna Ładecka
Zdarza mi się. Tak, używam i ja często wplatam tę metodę jakby na takiej zasadzie, że to jest takie. Ja wplatam metodę w pracę, bo tak jak powiedziałam, ja uważam, że my mamy po to dwie nogi, tą duchową i tą racjonalną jestem totalnie ja. Jak jedna noga jest krótsza to kulejemy. I tak samo jest tutaj. Musi być równowaga. Musi być równowaga pomiędzy tymi dwiema sferami. A druga rzecz, myślę sobie i generalnie mówię o duchowości, że pewnych rzeczy nie jesteśmy w stanie po ludzku po prostu zrozumieć. Proste pytanie, skąd się wzięła choroba mojego dziecka? Dlaczego? Skąd się to w ogóle wzięło.
Magdalena Czaja
I po co? I ta pokora, żeby po prostu przyjąć, że po prostu jest. I że nie odkryjemy wiesz, nam się wydaje, że jak odkryjemy skąd. To, to nam przyniesie ulgę. Ale tak naprawdę co by to zmieniło? Nic by to nie zmieniło.
Joanna Ładecka
Dla mnie to był gruby temat. Ja bardzo dążyłam do tego, żeby się dowiedzieć skąd, bo my nie mamy przyczyny do dnia dzisiejszego. Ja miałam zdrową ciążę, ja dbałam o siebie, jakby teraz z perspektywy czasu mówię to już otwarcie, bo ja bardzo dużo analizowałam. Ja szukałam winy cały czas i winę znajdowałam w sobie. Natomiast ja dbałam o siebie, jakby wszystko było w porządku I nagle buch z dnia na dzień. No i to jest to! I mnie duchowość pomaga. Jeżeli ktoś ma inną drogę, to podziwiam. Natomiast dla mnie to jest bardzo ważny aspekt.
Magdalena Czaja
Dlatego tu siedzimy razem, bo dla mnie również w pewnym momencie to się stało bardzo ważne. Jest jeszcze jeden wątek, który dla mnie jest bardzo ciekawy, bo tuż przed nagraniem zaczęłyśmy rozmawiać. Ja powiedziałam, że tęsknię za Turcją, bo to faktycznie mój ukochany kraj i tam mam ukochane swoje miejsca. I Ty wtedy powiedziałaś, że Turcy w jakiś szczególny sposób traktują osoby niepełnosprawne?
Joanna Ładecka
Tak. My jak byliśmy w Turcji, usłyszałam właśnie taką opinię. I my rzeczywiście tego doświadczyliśmy, że Turcy uważają dzieci niepełnosprawne jako dar z nieba i że to jest dar, którym należy się dzielić. Oni w bardzo taki subtelny sposób, w wyjątkowy sposób podchodzili do naszego Filipa. I to mnie zastanowiło. My byliśmy na terapii z delfinami, naszą trenerkę, która prowadziła terapię, która prowadziła terapię z naszym Filipem i ona nam opowiedziała tą historię. I tak rzeczywiście jest. Na zasadzie trochę, że idzie król.
Magdalena Czaja
No wiesz co. W ogóle to kulturowo jest bardzo piękne, bo ja, kiedy prowadziłam wykłady z syndromu oszusta, to mówiłam o perfekcjonizmie, który jest jednym z objawów Syndromu oszusta. Często osoby perfekcyjne, cierpiące na perfekcjonizm mają syndrom oszusta. Opowiadam taką historię, że w sztuce muzułmańskiej jest taki przykaz dla artysty, żeby kiedy tworzy perfekcyjne dzieło, to żeby jedną rzecz zrobił źle, nieprawidłowo. Dlatego, że oni zakładają, że idealne rzeczy tworzy tylko Bóg, A człowiek zawsze popełnia i ma prawo popełniać błędy.
Joanna Ładecka
I myślę, że to meritum to jest to, że ma prawo.
Magdalena Czaja
Co byś powiedziała tak od siebie. Oglądają nas teraz ludzie, słuchają nas ludzie, którzy być może mierzą się z tym co Ty. Co byś powiedziała takiego Twojego osobistego jako taką wskazówkę, podpowiedź, coś co dla Ciebie było jakimś takim odkryciem. Czym byś się chciała podzielić, co mogłoby ich pokrzepić?
Joanna Ładecka
Myślę, że wiele jest takich rzeczy, ale taka pierwsza myśl, która mi przychodzi, to jest to, że żeby pozwolić sobie na to, żeby powiedzieć, że ta sytuacja jest po prostu ciężka, bo też słyszałam takie zdania, że tak to jest po coś, tu trzeba sobie z tym poradzić, bo takie zadanie dostałaś od życia. Tak, ale do momentu, kiedy jest bypass. Natomiast do momentu, kiedy nie uświadomimy sobie pierwszej podstawowej rzeczy opieka nad dzieckiem niepełnosprawnym, tudzież w ogóle mierzenie się z chorobą czy opieka nad osobą chorą, to jest bardzo ciężka sytuacja. Naprawdę. To jest jedna z cięższych sytuacji, bo takie rodziny dźwigają nie tylko zwykłe życiowe problemy, ale dodatkowo mają taką paczuszkę na plecach i ona jest ciężka. I myślę sobie, że to uświadomienie sobie, że to jest ciężkie i spróbowanie znaleźć pomocy w różny sposób to jest chyba taka podstawa. I jak patrzę na swoje życie, to myślę, że to jest to jest taka najważniejsza rzecz, której u mnie zabrakło.
Magdalena Czaja
Zabrakło do pewnego momentu.
Joanna Ładecka
Ale zabrakło i nie zabrakło, bo z drugiej strony szukałam, ale to moje takie, nie ja dam radę i no właśnie, to jest to, żeby nie bać się prosić o pomoc, żeby zwrócić uwagę na rodzeństwo, żeby zwrócić uwagę na męża czy żonę, bo to jest jakby taka podstawa i my teorie znamy, ale ja mówię o praktyce zwrócić uwagę w praktyce. Mój starszy syn powiedział takie zdanie kiedyś i to mnie bardzo wzruszyło, bo on mówi – wiesz mamo, ja kocham Filipa nad życie, tylko ta jego niepełnosprawność – chodzi o to, że dziecko, to było wiele lat temu. Nasz Maks jest teraz nastolatkiem, ale to było takie pokazanie, że ta sytuacja choroby jest po prostu ciężka.
Magdalena Czaja
Co prawda tutaj nie jestem żadną osobą, która może powiedzieć, że ma jakieś doświadczenie w tym temacie, ale bym powiedziała jedną rzecz i chyba jako trenerka, jako terapeutka, że chyba też przyglądałabym się lękowi przed oceną. Czyli jeśli bym miała ja coś podpowiedzieć z mojej tej działki tym ludziom, to praca z lękiem przed oceną i praca z tym, żeby dążyć do tego, żeby dawać sobie prawo do bycia sobą, do swoich decyzji, które mogą się innym nie podobać. Mają do tego prawo. Ale żeby to nas tak nie ruszało i żeby to nas nie powstrzymywało przed robieniem rzeczy, które chcemy robić. Bardzo Ci dziękuję, że przyszłaś na mój podcast, bo pamiętam, że jak ci zaproponowałam, to reakcja była – O rany boskie.
Joanna Ładecka
Rany boskie, absolutnie nie!
Magdalena Czaja
Tak więc ja uważam, że ty pewnie też przeszłaś swoją drogę do odwagi, żeby stanąć tutaj i opowiedzieć o tym wszystkim, co jest jednym z najtrudniejszych doświadczeń życiowych. I bardzo Cię podziwiam. Podziwiam Cię jako kobietę, jako jako osobę, która robi to, co robi, jako moją trenerkę. I bardzo Ci dziękuję, że się tym podzieliłaś z nami.
Joanna Ładecka
Ja również bardzo serdecznie dziękuję, ale jeszcze mam jedną taką rzecz. Wiesz, przyszło mi, bo tam jest jeszcze jeden temat tego, jak ludzie postrzegają i jak my podchodzimy do ludzi niepełnosprawnych w ogóle, żeby mieć taką otwartość na ludzi, którzy mierzą się z niepełnosprawnością. Po pierwsze nie odwracajmy wzroku. Ja miałam kiedyś taką sytuację, jak byłam u okulisty z Filipem. Oczywiście poczekalnia była pełna i ja weszłam do tej poczekalni, usiadłam z Filipem. No i Filip jak to Filip, tu się uśmiecha, tu mi daje buziaka, tu macha rękoma. No ewidentnie widać, że to jest dziecko, które jest z upośledzeniem. No i wszyscy widać.. po prostu czuć było napięcie takie wielkie to się wszystko aż tak ta atmosfera tam napięła bardzo i czuć to było. Ludzie w bardzo różnym wieku. I ja poczułam w pewnym momencie, że zaczyna mnie to stresować. No bo wprowadziłam dyskomfort dla innych ludzi. I w pewnym momencie tak siedzimy, siedzimy, Filip krzyczy jak Filip, trochę się tak otłukuje. On ma takie specyficzne stereotypie.
Joanna Ładecka
I nagle weszła mama z 4 letnią dziewczynką. I ta dziewczynka tak chodzi tam, chodzi, podchodzi do mnie i mówi Ty, co mu jest? I ta mama tak się przeraziła i mówi – Boże, ja Boże, ja panią bardzo, bardzo panią przepraszam, naprawdę. Ona jest w przedszkolu integracyjnym – I ja sobie wtedy uświadomiłam, że to była najlepsza lekcja dla nas wszystkich. To była przede wszystkim lekcja dla mnie, że zobaczcie, ja od razu weszłam, chciałam z nim uciekać, bo ja to spowodowałam dyskomfort innym ludziom. I to jest temat też wielu rodziców. Natomiast po tej wizycie, wyobraźcie sobie, wszyscy na nas czekali i te osoby podchodziły. I każda mi tam dziękowała i mówiła od siebie parę zdań, że ta relacja tak naprawdę z Filipem jest taką dość głęboką relację i to widać, że on jest wpatrzony we mnie, w mojego męża w Maksa jak w obrazek. Ale myślę, że to jest dla nas nauka, że nie odwracajmy wzroku. Kurczę, uśmiechnij się. No nie oszukujmy się, on się inaczej zachowuje, nie trzeba się chować, a nas to interesuje, no bo nie mamy tego na co dzień, tak? Miejmy odwagę.
Magdalena Czaja
Wiesz co, przypomniało mi się, że jak się jeździ pociągami Intercity, no w ogóle pociągami, to jest taka informacja, wyświetla się na ekranie, która daje instrukcje, jak się zachować przy osobie niepełnosprawnej. I bardzo mi to utkwiło w głowie, że tam było napisane zwracaj się bezpośrednio do tej osoby, a nie do opiekuna.
Joanna Ładecka
Dokładnie.
Magdalena Czaja
No i to było takie. Tak sobie to zapamiętałam, że to jest to – jesteśmy. Zobaczcie nas bez oceny.
Joanna Ładecka
A ja jeszcze korzystając jeszcze jedną rzecz dodam, bo my wspieramy bardzo tak od dłuższego czasu ośrodek w Poznaniu Sof Mariacka i chciałabym Was zachęcić, bo kwestia pomocy to jest też kolejny temat. Nie bójmy się pomagać. I to nie chodzi tylko o pieniądze. Naprawdę czasami zwykła rozmowa, zaproszenie takiego rodzica na kawę, takiego wiecie, zwrócenie takiej zwykłej uwagi na człowieka robi więcej aniżeli jakieś wielkie pieniądze. No i tak jak zaczęłam, wspieramy ośrodek w Poznaniu na ulicy Mariackiej i chciałabym Was zachęcić. Jeżeli nie macie kogo, jeżeli macie taką potrzebę to zachęcam Was do wpłat później. Podlinkujemy.
Magdalena Czaja
Podlinkujemy pod podcastem. Jak ktoś będzie miał ochotę to oczywiście serdecznie zapraszamy do wspierania.
Joanna Ładecka
Dziękuję.
Magdalena Czaja
Dziękuję.